Niedziela Palmowa 2019 r.

Niedziela Palmowa zawsze jest dniem, kiedy mam skrajnie różne emocje. Z jednej strony wiem, że zaczyna się wypełniać to, do czego prowadził mnie cały Wielki Post. Za chwilę Jezus siądzie do Ostatniej Wieczerzy, pójdzie się modlić na Górę Oliwną, a później sąd i śmierć. Z drugiej strony, kiedy stoimy na procesji z palmami serce jakoś się raduje, bo w końcu ta procesja jest na cześć triumfalnie wjeżdżającego Pana. W sercu jest radość obok smutku.

Zawsze w tym dniu myślę o tych wszystkich ludziach z Ewangelii, którzy rzucają palmy i płaszcze przed Jezusem. Manifestują swoją wiarę wykrzykując „Hosanna!”. Za kilka dni ci sami będą głośno krzyczeć z innymi: „Na krzyż z Nim!”. A przecież to ten sam Jezus. Zaledwie w kilka dni z Mesjasza stał się dla nich kimś, kogo trzeba zabić. Przerażające jest to, że to nie są ludzie, którzy są jacyś inni niż ja; że są skłonni do takich diametralnych rzeczy. To ludzie tacy jak każdy z nas. Myślę, że dzisiejsza Ewangelia ukazuje naszą naturę. Jak blisko nam do zdrady swojego Boga. Zobacz na Piotra i innych w czasie tych ostatnich dni Jezusa. Myślę, że musimy znać nasze skłonności po to, aby rozważniej wybierać w swoim życiu i by być blisko Jezusa. Wiesz dlaczego trzeba być blisko Jezusa? Powiesz, że Ty to nigdy Go nie zdradziłeś. A ja wiem, że Go nie zdradziłeś, bo chcesz być blisko Niego. A On daje Ci łaskę wiary i wierności. 

V Niedziela Wielkiego Postu 2019 r.

W sytuacji z dzisiejszej Ewangelii bardzo porusza mnie jeden fakt. Spokój Jezusa. Jest On bliski śmierci. Szukają na niego haków. Musi wypowiedzieć się przeciw misternie zaplanowanej propagandzie elit żydowskich. A On jest spokojny. Kiedy zostaje sam z kobietą delikatnie do niej mówi. Nie rusza Go wcześniejszy ogrom nienawiści, a tym bardziej ogrom biedy osoby, którą chcieli zabić za cudzołóstwo. Mówi: Ja też Ciebie nie potępiam, masz nowe życie. Nie popsuj tego.

Kiedy grzeszymy i upadamy w jakieś duchowe bagno to póżniej miotamy się i robimy tragedię. Myślimy, że Bóg jest na nas zły, obrażony, sfochany i nie chce nawet w naszą stronę spojrzeć. Szykuje karę w postaci jakiegoś nieszczęścia lub wojska niebieskiego, żeby sprać nam… skórę. Nic bardziej mylnego. Bóg w spokoju czeka na Ciebie. Wie, jaki jesteś. Smuci się i boleje,że się skrzywdziłeś, ale wciąż Cię ogromnie kocha. Czeka tylko aż do Niego przyjdziesz i z zaufaniem spojrzysz Mu w oczy. To dokonuje się podczas każdej spowiedzi. To spotkanie z Miłością. Bóg ze spokojem mówi wtedy: Idź i proszę, nie grzesz więcej.