XXVII Niedziela zwykła 2020.

Nie cierpimy niewdzięczności. Jak można nie powiedzieć choć jednego ciepłego słowa osobie, która robi dla nas dużo? Straszne, naganne zachowanie. Rzeczywiście, niewdzięczność jakoś dotkliwie boli. Kontynuujemy w naszej parafii przy okazji udzielania sakramentów także pomoc materialną. Zawozimy do wiosek zawsze koło 250 kg ryżu, makaronu, cukru i mąki. Zazwyczaj ludzie nam bardzo dziękują. Raz tylko zdarzyło się, że nie tylko nie podziękowano nam a wręcz oczekiwano, że damy jeszcze więcej. Wraz z katechistami odczuliśmy to dosyć boleśnie. Nie pomagamy dla podziękowań i oklasków, ale odrzucenie naszego otwartego serca zabolało. A to właśnie oznacza niewdzięczność.

W dzisiejszej Ewangelii mowa jest o naszej niewdzięczności. Tak, o naszej. Bo Ewangelia jest o słuchaczach, a nie o jakiejś innej złej grupie ludzi. Kochany Bóg jest świetnym Ojcem i właścicielem winnicy. Winnica to nasze życie. Zbudował w niej wszystko, co nam jest potrzebne, czyli zapewnił nam wszystkie warunki do życia. Mamy ogrodzenie, wieże i tłocznia. Winnica może ruszać pełną parą. Pierwsza wskazówka ewangeliczna. Tak – masz wszystko, co potrzebne do życia. Zupełnie za darmochę od Ojca. Nie doceniasz tego, bo sfochany wolisz wymyślać czego Ci brak. Masz wszystko zapewnione do funkcjonowania na wysokim poziomie. 

Jednak nie funkcjonujemy tak. Bóg wysyła do nas swoje sługi, abyśmy zdali sobie sprawę, że nasze życie pełne jest dobrych owoców służących nam i innym. Są to konkretni ludzie, którym powinniśmy pomagać dobrocią i świadectwem dobrego życia. Ale co gorsza, my nie tylko, że nie mamy owoców, ale także duchowo tych ludzi obijamy i zabijamy. Na końcu wysyła do nas swojego syna, czyli Jezusa – w sakramentach, a przede wszystkim w Eucharystii. Ale Jego także nie chcemy słuchać, a przez swoje zaniedbania w życiu sakramentalnym wyrzucamy Go poza nasze życie. A czasem przez grzech ciężki zabijamy Go. Zabijamy życie Boże, które w nas jest przez Jego obecność.

Tak, ta historia to jeden wielki wyrzut dla każdego z nas. A raczej powinna przyprawić o drżenie naszego serca. Trzeba zadać sobie pytanie: Jak traktujemy Boga, który totalnie oszalały z miłości na naszym punkcie przychodzi do nas w innych i w swoim Kościele? A my tak często traktujemy Go z wielką i bolącą niewdzięcznością. Miłość, w której spotykany jest zawód po zawodzie bardzo boli. Ale Bóg Ojciec kocha dalej i nigdy nie przestanie. Dzierżawco winnicy, czas na zmiany w Twoim zarządzaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *