XX Niedziela Zwykła 2019 r.

Biedny Jeremiasz w pierwszym czytaniu – jeśli tak pomyślałeś to wiedz, że jego cierpienie to coś zupełnie standardowego dla każdego proroka Pańskiego. Wszyscy prorocy zazwyczaj cierpieli z powodu ludzi, którzy nie chcieli słuchać przekazywanych przez nich Słów Bożych. One zawsze wzywały do nawrócenia i do powrotu do przyjaźni z Bogiem. 

W Ewangelii Jezus zapowiada cierpienia związane z podziałami i wojnami duchowymi wszystkim ludziom, którzy stanowią Jego Kościół. Jako ochrzczeni może nie jesteśmy prorokami, ale kimś równie ważnym – jesteśmy świadkami Jezusa. Jeśli prawdziwe żyjesz Ewangelią i to zmienia Ciebie i świat wokół Ciebie, nie łudź się – zawsze pojawi się też wojna i rozłam. Życie na ziemi to walka dobra ze złem. Kiedy dotkniesz największego dobra, jakim jest Bóg, odezwie się też i zło upominając się o Ciebie. 

Upomni się diabeł dając Ci wiele pokus. Wykorzysta Twoje wszystkie słabości po to, żeby oderwać Cię od Boga. Kiedy pojawi się taka rzecz to nie bój się, ale głowa do góry. Toczy się wojna a Ty idziesz z Tym, który jest najpotężniejszy. 

Zło będzie działało niestety także przez inne osoby, uwikłane w swoje słabości i grzechy. Będziesz dla nich świadkiem, że można inaczej żyć. Będąc z Jezusem możesz się zmieniać i być szczęśliwym. Oni nie uwierzą w Jego moc a Ty będziesz zadrą w ich oku. Będą walczyć chcąc zdyskredytować Jezusa, Ewangelię i Kościół. Na zewnątrz będą krzyczeć, że Boga nie ma, ale wnętrze i serce będzie cierpieć tęsknotę za czystą miłością, którą jest On.

Chcesz żyć z Jezusem? Przygotuj się na wojnę i rozłamy. Jednak jesteś Jezusowym wojownikiem. Z takim Dowódcą niestraszna jest nawet śmierć i cierpienie. W końcu cóż to dla Niego zwyciężyć je z kretesem po raz kolejny.

U mnie w parafii ostatnimi czasy odbywają się kilkudniowe fiesty na cześć Matki Bożej. Połączone to jest ze swoistym świętowaniem poprzez barwne tańce. Przez to mam mniej czasu na pisanie tutaj. Jednocześnie przygotowuję się do przylotu do Polski na kilka tygodni. Wiem, że ten czas będzie bogaty w wydarzenia i spotkania. Jednocześnie nie wiem czy będzie czas na pisanie. Proszę więc o cierpliwość. Kiedy wrócę będę dalej pisał o pracy i co tydzień o Słowie Bożym.

XIX Niedziela Zwykła 2019 r.

Nie piszę teraz co tydzień, bo w naszej parafii odbywają się fiesty. Mówiąc po polsku – odpusty. Nasza parafia stała się niezwykle barwna i brzmiąca muzyką. Na głównej fieście przez 3 dni przed i po Mszy tańczą specjalne grupy zwane fraternidades. Każda fraternidades ma swój taniec, niezwykle ciekawe i piękne stroje. Tańczy w nich około 100 osób – dorośli, młodzież i dzieci. Przygotowania i próby trwały długo. Wszystko, jak mówią, żeby uczcić Matkę Bożą, ku czci której jest odpust.

Dziś na homilii pytałem ludzi co trzeba przygotować na fiestę. Oczywiście dzieci, które są wdzięczne do odpowiedzi od razu zaczeły mówić o butach, fryzurach, strojach etc. Wszystko dla Matki Bożej. Dobre wyjście do tematu dzisiejszej Ewangelii. My, ludzie potrafimy perfekcyjnie przygotować się do wydarzeń i eventów w naszym życiu. Fiest, wesel, imienin czy podróży. A dziś Chrystus pyta czy umiesz być gotowy do najważniejszego eventu-fiesty w Twoim życiu, czyli do Jego przyjścia. On przyjdzie do Ciebie czy to na Końcu Świata czy to w dniu Twojej śmierci. Masz wszystko co Ci potrzebne do godnego przyjęcia Go? Masz odświętne ubranie mocnej i nieskazitelnej wiary? Nie dajesz się okraść największemu złodziejowi, czyli szatanowi? Jezus przyjdzie do każdego z nas. Jaka będzie wtedy Twoja odpowiedź?

XVII Niedziela Zwykła 2019 r.

Wiele osób dziś myśli zastanawia i martwi się jak przeciwstawić się złu, które, jak się wydaje, atakuje z coraz większą siłą. Zaczyna przyjmować konkretne struktury i zaczyna panować nad filozofią życia wielu osób. Przeciwstawiać się fizycznie? Rozpaczać? Wpadać w rezygnację? 

Dzisiejsze Słowo Boże jak zawsze przychodzi z rozwiązaniem. Pierwsze czytanie mówi o historii ratunku Abrahama dla miejsca znanego z wielkiego zła, które tam się dzieje. Sodoma i Gomora to przysłowiowe najgorsze miejsca na Ziemi. Co robić stojąc w obliczu takiej niegodziwości? 

Po pierwsze, trzeba po prostu być samemu sprawiedliwym. Uświęcać się obecnością Pana w swoim życiu. Jak widzimy już kilku ludzi uświęconych i dobrych ratuje wielu. Myślę, że chodzi tu też o świadectwo inności życia człowieka żyjącego dobrze. Wszyscy pogubieni myślą: a można jednak inaczej żyć. Każdy opanowany grzechem i złem gdzieś wewnętrznie cierpi. Wbrew temu jakby nie zaprzeczał, że jest mu dobrze. Wtedy potrzeba świadectwa: możesz inaczej żyć. 

Druga rzecz. To szczera, dobra modlitwa za innych. Widzimy jak Abraham uprasza ocalenie Sodomy i Gomory. Wstawia się za tymi miastami. Wręcz się targuje z Bogiem. Przynosi to wielkie efekty. Pokazuje to jak wielką moc ma taka modlitwa. Módl się za tych, co są pogubieni i siedzą w wielkim złu. Może okazać się, że uratujesz komuś życie, także i to wieczne. Bóg słucha, zgadza się, jest bardzo ustępliwy w tym dziwnym targu o innych.

Są to najznakomitsze dwa sposoby walki ze złem. One zamykają się w wielkiej prośbie, jaką zanosimy do Boga codziennie: „przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja”. Jego rzeczywistość jest bez cienia zła, grzechu i braku miłości.

XVI Niedziela Zwykła 2019 r.

Ewangelia nie jest życiowa i nie dzisiejsza? Ciagle mam takie doświadczenie jak Jezus. Jadę do dawno niewidzianych znajomych. Oczywiście przygotowywana jest kolacja. Siedzę i rozmawiam z Panem Domu. Ale nie ma Pani Domu. Jest w kuchni i przyrządza znakomitości. Super! Lubię znakomitości do jedzenia. Ale w tym momencie bardziej chcę porozmawiać z nią. W końcu z nią też jesteśmy zaprzyjaźnieni i chcę posłuchać co u niej. Jezus dziś w Ewangelii czuje to samo. Marta i Maria to Jego przyjaciółki. Kocha je i chce z nimi pogadać. Maria rozmawia a Marta biega jak oszalała, bo flaki muszą być idealnie doprawione a bigos mieć idealną temperaturę do podania. Troszczy się o gastronomię tracąc to, co najważniejsze na świecie – relacje z Jezusem. Nie mówiąc już o tym, że relacja z Jezusem to zawsze karmienie się Jego boskością. W tym zdaniu można znaleźć istotę Eucharystii, Adoracji i modlitwy. Droga Marto! Pogadaj z Jezusem! Doznasz takiej miłości i łaski, że niedosolone flaki i za zimny bigos będzie najwykwintniejszym daniem z restauracji z gwiazdkami Michelina. 

Czy Marta zrobiła źle? Nie! Super mieć przyjaciółkę, która chce zadbać o Ciebie i ugotować dla Ciebie przesmaczny rosół. Ale zatraciła w tym momencie absolutną istotę wszystkich spraw i rzeczy, które mamy na ziemi. Bliską obecność Jezusa. W swoim życiu jesteś jak Marta (wiem, bo każdy tak ma). Troszczysz się o wszystko a to spędza Ci sen z powiek. Chcielibyśmy tyle dobrego dla siebie i dla innych. Wpadamy w niezwykły aktywizm. Bo trzeba robić dużo i dbać o przyszłość. A Jezus spogląda na Ciebie jak na Martę i mówi: Chodź tutaj. Tobie potrzeba tylko Mojej obecności. A to zmieni Twoje życie. Poukłada i uporządkuje. 

Tylko jednego nam trzeba: Jezusa. Wyjeżając z Polski dostałem od młodzieży koszulkę z hiszpańskim napisem „Solo Dios basta!” (Tylko Bóg wystarczy). Jest to motto św. Teresy z Avila. Cóż za mądra kobieta! Bóg wchodząc w życie człowieka wypełnia pustkę, przepełnia swoją mocą słabość i układa jego sprawy w harmonijną całość. A wystarczy tylko…. Siąść u Jego stóp.

XIV Niedziela Zwykła 2019 r.

Dzisiejsze Słowo Boże jak zawsze mówi o wielu sprawach mojego życia. Jednak wybiorę ten aspekt, który najbardziej mnie porusza, a właściwie to chyba to, co zaspokaja jakąś wielką wewnętrzną potrzebę. Myślę, że każdy ją ma. Jest to potrzeba zauważenia i docenienia. I świadomość, że mogę robić rzeczy wielkie w moim życiu.

Już w pierwszym czytaniu widać jak Bóg chce wywyższyć człowieka. Będzie on pocieszony i traktowany przez Boga jak ukochane dziecko. Wszystkie narody będą podziwiały ludzi Boga. Serce każdego będzie wypełnione tylko radością a kości staną się mocne. A nad wszystkim będzie czuwać ręka Boga. Piękny obraz Starotestamentalnej obietnicy dla każdego z nas. Jezus w Ewangelii mówi bardziej konkretnie. Nie musisz się bać o rzeczy materialne, bo On zapewni wszystko. Znajdziesz sobie przyjaciół wszędzie, gdzie pójdziesz. Będziesz miał moc nad wszelkim najgorszym złem. I będziesz mógł uzdrawiać chorych.

Masz tak w życiu? Jeśli nie to znaczy, że jeszcze nie odczytałeś najbardziej pierwotnej wiadomości Twojego życia, którą komunikuje Ci Chrystus. A ta wiadomość brzmi tak: Posyłam Cię na świat jako ucznia do świadczenia o Mnie. Tylko uczniowie posłani i głoszący mają to wszystko, o czym mowa w Ewangelii. Problemem dzisiejszego Kościoła jest to, że ludzie nie słyszą od Jezusa tego, że są posłani. A jeszcze większą tragedią jest to, że nie chcą Go wcale słuchać albo nawet nie próbują. Wtedy nie dzieje się nic i w życiu zaczyna się pojawiać pustka, brak nadziei. Zadaj sobie dzisiaj pytanie czy wsłuchujesz się w głos Jezusa, w to, co chciałby Ci powiedzieć. I czy chcesz słuchać Jego głosu.

XIII Niedziela Zwykła 2019 r.

Czasem my, misjonarze z boliwijskiego tropiku rozmawiamy dlaczego ludzie ochrzczeni tak bardzo słabo korzystają z Mszy Świętej i innych sakramentów. Próbujemy wszystkiego, żeby pokazać im drogę do Chrystusa ale czasem jest to „głos wołającego na pustyni”. Nie Janowy głos wołający o nawrócenie, ale głos w znaczeniu przez nikogo nie słuchany. Prawda jest taka, że Boliwia jest biednym krajem. Ludzie w górach żyją w absolutnym ubóstwie nie mając czasem co jeść. Tu, w tropiku jest trochę inaczej. Są owoce, które w tutejszych dobrych warunkach można zbierać i kupować. I pozostają jeszcze uprawy liści koki, które przynoszą zawsze dochody. Reasumując, ludzie w tropiku nie dotykają problemu biedy. Mają pieniądze na podstawowe potrzeby co sprawia, że po latynosku myślą, że nic więcej nie jest im potrzebne. To zgubne myślenie przenosi się na poziom wiary. Droga życia z Bogiem została zastąpiona drogą życia z rzeczami materialnymi. I stosują zgubny wniosek: Nic mi już więcej nie jest potrzebne. Piszę tutaj o moich parafianach. Ale czy w życiu każdego nas, może w sposób bardziej wyrafinowany, nie stosujemy opcji innej drogi, która w naszym maksymalnie błędnym myśleniu trochę bardziej zaspokaja i interesuje niż droga Chrystusa?

Dostaliśmy wielki dar od Boga, o którym pisze dziś św. Paweł w II czytaniu. Jest to wolność. Jednak z nią jest trochę jak z technologią nuklearną odkrytą przez ludzkość. Może nieść wielkie owoce śmierci a może pomagać w produkcji energii elektrycznej. W wolności możemy zniszczyć wszystko co piękne w nas, ale możemy też wzrastać i być naprawdę kimś wielkim.

Bóg w swojej miłości pokazuję jak żyć w absolutnej wolności i jak wzrastać. Trzeba iść drogą, na której On jest największą wartością. Wykorzystać wolność do wyboru właśnie Jego. Możesz wybrać jako drogę swojego życia dążenie do pieniędzy, sławy czy pychy. Tylko czy te rzeczy Cię nie zniszczą? Czy te rzeczy Cię kochają i chronią? Czy dadzą Ci życie wieczne?

Dlatego Jezus dziś w tak zdecydowany sposób upomina się o sposób kroczenia za Nim. Szatan przez wiele rzeczy będzie chciał nas omamić i odłączyć od Jezusa. Jednak my jako uczniowie chcemy kroczyć za Jezusem, który ma wszystko. Bez oglądania się i rozglądania za czymś innym. Na tym polega ortodoksja chrześcijańskiego życia.

XII Niedziela Zwykła 2019 r.

W Boliwii państwo jest przeciwne Kościołowi. Żeby odwieść ludzi od Kościoła stworzono kościół państwowy. Rządzący mianują pseudobiskupów a ci szukają do pracy pseudokapłanów. Relacje między państwem a Kościołem są żadne. Jednak ku wielkiemu zaskoczeniu państwo uznaje nasze kościelne dokumenty, jakimi są świadectwa chrztu. Dzięki niemu dorosła osoba niezarejestrowana jako obywatel przez zaniedbanie rodziców może to naprawić i dostać swój dowód osobisty. Niestety staje się to dla nas, księży często przekleństwem. O ile wydanie nawet do urzędów takiego dokumentu nie jest problemem to są nim ludzie dorośli, którzy przychodzą niezarejestrowani w urzędzie i niemający chrztu. Często po prostu proszą o chrzest, a podstawą tego jest tylko załatwienie spraw urzędowych. Teraz do nas jako księży należy  właściwa rozmowa, najczęściej długa, aby rozeznać czy ta osoba chce chrztu, bo ważny dla niej jest Bóg czy raczej dowód osobisty i pewne małe świadczenia socjalne. Piszę to, bo czytając dzisiejszą Ewangelię myślę, że wiele osób wierzących traktuje Jezusa jako Boga do załatwienia swoich spraw. 

Jezus dzisiaj pyta za kogo uważają Go ludzie. Apostołowie mówią, że za Jana Chrzciciela. Co to oznacza? Że jest kimś od chrztu. Boję się, że jest tak i w naszym życiu. Potrzebujemy na chwilę Jezusa, bo chrzest w rodzinie, potem pierwsza komunia a później bierzmowanie. Ileż razy słyszałem: „Muszę chodzić na Msze, bo mam bierzmowanie”. Traktujemy Boga jako chwilowo potrzebnego, bo dobrze mieć sakramenty, przyjęcia, poukładane w kościelnych papierach.

Apostołowie odpowiadają, że ludzie mówią, że Jezus jest prorokiem. Prorok przekazuje Słowa Boga. Są one wielkie i piękne. Ale prorok przychodzi i odchodzi. Jest tylko nośnikiem Bożych wiadomości. Nie wpływa sam w sobie na życie słuchaczy. Ile razy zachwycaliśmy się Ewangelią. Jezus w niej mówi. Cóż z tego, jeśli wychodząc z kościoła gubimy wszystko. Nie żyjemy tym. Bo za trudne, bo trzeba inaczej. A jak przyjdą wyrzuty sumienia z tego powodu to mówimy: bo to nie na te czasy już. Traktujesz wtedy Jezusa jak zwykłego proroka. Przyszedł, ładnie powiedział i odszedł w zapomnienie.

Dlatego tak ważne jest wyznanie Piotra. „ Ty jesteś Mesjasz”. Mesjasz zbawia, co oznacza, że przepełnia mocą całe życie. Ono ma inne właściwości i cele. A przede wszystkim jest wieczne. Wiara to nie tylko Jezus od sakramentów i od ładnych Słów Pisma Świętego. To Jego obecność we wszystkich częściach życia ucznia. Każdego dnia i w każdej chwili. Dlatego Jezus nie zaprasza dziś mówiąc: wpadnij czasem do Mnie. On mówi: weź krzyż swojego życia i chodź za Mną. Bądź ze Mną cały czas. Inaczej chrześcijaństwo nie ma sensu i staje się karykaturą Ewangelii.

Niedziela Trójcy Świętej 2019 r.

Po raz kolejny zauważyłem jak wewnątrz nas istnieje potrzeba miłości i podświadomie szukamy jej ideału. Dziś, to znaczy w sobotę, mam spotkanie z młodzieżą przygotowującą się do bierzmowania. Chcemy pomodlić się Słowem Bożym a później wspólnie obejrzeć jakiś wartościowy film. Jednak wczoraj mieliśmy spotkanie formacyjne o rachunku sumienia. Znów, kiedy zacząłem mówić o egoizmie, a właściwie o jego przeciwieństwie, czyli miłości zdolnej dać wszystko dla innych, zostałem oblepiony uwagą wszystkich. Kiedy mówi się konferencje lub homilie to czuje się, kiedy porusza się arcyważny i arcybliski temat. Widać uważne oczy i wstrzymane oddechy. To było wczoraj, tym bardziej to widziałem, gdyż mówiłem o takiej miłości w rodzinie, ich przyszłych związkach oraz o przyjaźni. Idealna miłość jest topowym tematem dla każdego. Bo potrzebujemy tej miłości. Pragniemy właśnie takiej jak zagubiona i spragniona łania wody na pustyni.

Tym bardziej świętujmy dzisiejszą uroczystość Trójcy Świętej. Tak bardzo trudnej teologicznie do zgłębienia. Z drugiej strony tak łatwo dostrzec, że podstawą i fundamentem tej Wspólnoty jest właśnie… poszukiwana przez nas idealna, ofiarująca się miłość. W końcu to Bóg jest miłością. I nie ma nawet milimetra duchowego w Bogu, gdzie nie byłoby eksplozji szalonej i niekończącej się miłości do człowieka. Przypatrz się głównym rolom, jakie mają Osoby Boże w dziejach świata. Bóg Ojciec stwarza świat dla człowieka. Syn Boży umiera dla człowieka. Duch Święty przychodzi dla człowieka. 

Pytanie: Po co szukasz ciągle idealnej miłości wokół siebie? Masz ją na wyciągnięcie ręki. Bóg na Ciebie czeka. Więcej napiszę. Kiedy wejdziesz w tą niesamowitą relację z Bogiem, Twoje miłości ziemskie się uszlachetnią. Zarazisz się od Boga chęcią bycia tylko dla innych. To oznacza szczęście dla innych i wielkie szczęście dla Ciebie.

Zesłanie Ducha Świętego 2019 r.

Lubię tą uroczystość. Duch Święty ciągle mi udowadnia, że Bóg jest tuż obok. Że wiara to nie piękna historia, obyczaj, filozofia życiowa, a wielka moc na wyciągnięcie ręki. Doświadczyłem tego setki razy, doświadczam z mocą także teraz i, daj Boże, żebym nie zgłupiał w przyszłości i nie czerpał z mocy Ducha Świętego.

Pierwsze czytanie jest jakby o mnie. Jakże ze śmiałością stawiam siebie wśród grona Apostołów. Może to brak pokory, ktoś powie, ale stawiam się w ich słabości. Boję się, że nie dam rady, że jestem za słaby, by coś zrobić. A Duch Święty właśnie niszczy ten strach, niszczy wszelkie słabości. Oni są napełnieni Duchem Świętym i jako grupa normalnych facetów mają wyjść i głosić Jezusa i to w różnych językach, o których nawet nie słyszeli. Jak wielka jest moc z nieba, że mówią przemieniającą naukę Bożą i to w obcym języku. To pokazuje jak wielkie dary dostajemy od Ducha Świętego. Stawiam siebie wśród Apostołów, którzy są jeszcze przed wyjściem do tych ludzi. Gdzie jest wątpliwość czy podołam głoszeniu Zbawiciela i … w innym języku. Tak jest odkąd jestem w Boliwii. To całkowicie nielogiczne, jak w przypadku Apostołów, żeby zaledwie po 9 miesiącach nauki hiszpańskiego w Warszawie mówić tu homilie z mocą. Ale ja zawsze modliłem się i modlę do Ducha Świętego prosząc o moc w głoszeniu, wiedząc, że sam z siebie tego nie potrafię. Więc On swoją mocą wyprowadzał mnie na ambonę tutaj. Oczywiście z kartkami zawierającymi homilię, bo ciągle się bałem. Potem dał mi propozycję nie do odrzucenia – żebym codziennie przygotowywał się i mówił (z kartką). Dwa tygodnie temu kazał mi wyrzucić kartki i wyjść na środek kościoła, aby mówić. Znamy się nie od dziś. Tak, dałem się poprowadzić. I tak skończył się mój największy problem, który miałem tu, w Boliwii. Cierpiałem, że nie mogę mówić homilii jak w Polsce, zupełnie z serca, z wnętrza a właściwie z Ducha Świętego.

Nie piszę tego, żeby się chwalić. Wciąż popełniam błędy językowe i czasem brakuje mi słowa (podpowiadają mi). Chcę dać świadectwo o działaniu Ducha Świętego. To On zrobił ze mną to, co wydawało się dla mnie niemożliwe. Zrobił to, co stało się z Apostołami. Tam, w Wieczerniku, ze słabych i pogubionych facetów stworzył najwyższej klasy kompetentnych specjalistów do głoszenia Jezusa. Dlatego nawraca się prawie pół Jerozolimy. 

Masz głęboką potrzebę czegoś dobrego w swoim życiu? Chcesz dać świadectwo o Jezusie innym? Uzdrowić swoją rodzinę, przyjaciół, małżeństwo? Ta moc Ducha Świętego czeka. Wystarczy się pomodlić pokazując, że otwieramy się na tą osobę Bożą w pełni. Że Jej pragniemy jak ziemia wody na pustyni. Że oczekujemy z niecierpliwością. Duch Święty przyjdzie i zaspokoi najbardziej newralgiczne potrzeby bez zbędnego zwlekania. Trzeba pragnąć całym sobą, otworzyć się i być pewnym, że za Tobą stoi On. I zrobić potem pierwszy krok z tym Bożym orężem. Jak Apostołowie na zewnątrz zwyciężając swoje wszystkie wątpliwości i …. ludzką logikę. 

Przyjdź, Duchu Święty!

Ven El Espíritu Santo!

Niedziela Wniebowstąpienia 2019 r.

Kiedy zgłębiam dzisiejsze Słowo Boże to zachowanie Jezusa przypomina mi bardzo mocno nasze boliwijsko-latynoskie klimaty. Mówi On do swoich Apostołów, że jeszcze nie czas wykonywać ciężką pracę. Nakazuje im pozostać jeszcze w Jerozolimie i nie silić się na wiele. Tutaj określa się to jednym popularnym słowem: mañana co w ścisłym znaczeniu językowym oznacza „jutro”. A właściwie oznacza: nie ma co się spieszyć, może zrobię to jutro a może za tydzień; relaks i spokój. Właśnie wróciłem ze straganu z owocami, gdzie zazwyczaj kupuję owoce. Sprzedawczyni sama wychowuje kilkoro dzieci a zakupy u niej to też pomoc materialna dla niej. Uwierz, że w Boliwii w tropiku mamy takie owoce, o których nikt z nas, ludzi z Europy nie słyszał. Chciałem kupić Sfru. To owoc podobny do pomarańczy, który według reklamujących go ludzi zawiera w sobie zmieszane 7 smaków różnych owoców tropikalnych. Tak, jest bardzo smaczny. Pytam moją panią sprzedawczynię czy ma go w swoim bogatym asortymencie. Niestety odpowiada: nie mam. Widząc moją nietęgą minę szybko dodaje. Ale będzie jutro, czyli mañana. Znając prawdziwe znaczenie tego słowa odpowiedziałem, że dobrze, poczekam do końca następnego tygodnia. Skwitowała to pocieszającym uśmiechem.

Jezus odchodząc mówi do uczniów, żeby czekali i na spokojnie, więc swoiste mañana. Wie, że zostawia im arcytrudne zadanie w postaci budowania Kościoła. Właściwie ponad ludzkie siły. Ale stawiając ten ogrom zadań nie pozostawia ich bez niezbędnych przeogromnych narzędzi. Dlatego każe im czekać w spokoju. Najpierw chce ich uzbroić w moc z wysoka. Sam Duch Święty przyjdzie, aby być przy nich i ich umacniać. W logice Jezusa jest tak: najpierw daje zadanie, później uzbraja do niego jak największego wojownika i dopiero posyła. 

Piszę to, bo wydaje mi się, że w naszym życiu jako chrześcijanina potrzeba nam więcej mañana – w sensie spokoju w podchodzeniu do zadań danych nam przez Mistrza. Najczęściej jesteśmy mistrzami w zamartwianiu się o wszystko. Oto ze Słowa Bożego płynie plan działania chrześcijanina. Najpierw rozpoznaj czy to, co Ci poleca to Jego geniusz czy Twoje urojone wariactwo. Zapewniam, zawsze na modlitwie Bóg potwierdza swoje posłanie. Jeśli to Jego dzieło to nie bój się. Ze spokojem realizuj to, bo na pewno dostaniesz moc z wysoka, która uzdolni Cię do tego wszystkiego. Jeśli nie możesz czegoś zrealizować zastosuj mañana, tzn. czekaj na moc Bożą, która ma przyjść.

A tak na koniec. Nawet nie wiesz, Czytelniku jak tu, w Boliwii jest mi niesamowicie bliskie to, co napisałem. A co do rajskich owoców sfru. Kupiłem pomarańcze. Uwierz, one są też niebiańsko smaczne.