II Niedziela Wielkiego Postu 2019 r.

Marzenie wielu wierzących i przekleństwo dla zideologizowanych ateistów – zobaczyć Boga twarzą w twarz. My, Jego uczniowie mamy zapewnienie, że nastąpi to po naszej śmierci. Ale my marzymy o tym, co teraz. Chociażby tak jak Abram w pierwszym czytaniu. Zobaczyć przynajmniej jakiś cud, który świadczy wprost o Jego obecności i żeby nie można byłoby przez chwilę zwątpić, że to Wszechmocny. Tyle spraw byłoby wtedy rozwiązanych. Nie wątpiłby nikt a wiara byłaby taka łatwa. No właśnie! Jak zobaczyłbyś Boga to już nie wiara. Nie mógłbyś powiedzieć: Wierzę w Boga. Musiałbyś powiedzieć: Mam wiedzę, że Bóg jest, bo sam widziałem. Wiedza zastąpiłaby wiarę. A Słowa w Piśmie Świętym mówią: „Sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia.” (Rz 10,10). Czy bylibyśmy zbawieni?

Piszę to, bo wiele osób marzy, a czasem wręcz biega w szukaniu cudów po to, żeby potwierdzić swoją wiarę. Zawsze wspominam pewną sytuację. U mojego kolegi księdza w parafii odbywają się Mszę Święte z modlitwą o uzdrowienie. Kiedyś dzwoni do niego pewna pani mówiąc, że jest z daleka. Istotą jej rozmowy było to, żeby powiedział czy mają udokumentowane uzdrowienia podczas tej Mszy, bo nie wie czy przyjeżdżać. Gdzieś w nas istnieje przemożna chęć dotknięcia wprost Boga. 

Dziś taka ekspozycja Boga w swojej chwale dokonuje się w historii ewangelicznej, której doświadczają trzej uczniowie. O szczęśliwcy, każdy z nas by powiedział. Ale czy naprawdę Bóg nie daje nam się duchowo dotknąć w wielu miejscach swojego Kościoła? Czy nie mamy cudu nad cudami, jakim jest Eucharystia, gdzie Twój Mistrz na ołtarzu umiera za Ciebie i zmartwychwstaje a potem chce, abyś Go spożył (powiedzmy to wprost: zjadł), bo tak bardzo chce być blisko Ciebie? W sakramencie pokuty dotyka i oczyszcza Twoje serce. Na modlitwie czule potrafi obejmować z akcepcją i szeptać najlepszy plan na Twoje życie.

Spytasz: Dlaczego tego nie czuję?! Czytam właśnie książkę „Ogień w moim sercu” autora, którego słuchałem z wielkim zainteresowaniem na warszawskim spotkaniu „Serce Dawida”. To Johanes Hartl, doktor teologii i ewangelizator, ale przede wszystkim organizator i twórca Domu Modlitwy w Niemczech, gdzie ludzie modlą się 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. On opisując ten problem nieczucia duchowego Boga opowiada jedną z historii swojego życia. Kiedyś ojciec wziął go do słynnej winnicy. Tam właściciel dał im kieliszek wina i kazał spróbować. Młody Johanes poczuł, że wino jest dobre, ale niczym nie różniło się od droższych win, które kupował na specjalne okazje w Lidlu. Za to właściciel zaskoczył ich totalnie mówiąc o wielkiej cenie tego wina i wymienił wiele nut smakowych, które w nim czuje: truskawki, wiśnie, kwiaty, dżem truskawkowy, banan, chleb tostowy, świeżo parzona kawa. Johanes był zadziwiony, bo czuł tylko dobre wino. Właściciel winnicy wytłumaczył mu, że to się czuje kiedy ma się wyćwiczone kubki smakowe. Trzeba wielu lat smakowego obcowania z tymi trunkami, żeby doświadczać później różnych nut rozkoszy tego szlachetnego trunku.

Nie czujemy duchowo Boga, bo nie obcujemy z Nim. Uciekamy przed rozmową, bo diabeł wmówił nam, że to głupie, staromodne i nieskuteczne. Świat tak zajął naszą głowę, że nawet w czasie Mszy nie jesteśmy świadomi,  Kto tak naprawdę jest naprzeciwko nas. Jeśli chcesz doświadczyć Boga, zacznij ćwiczyć swoje duchowe odczuwanie. Powoli próbuj smakować obecności Bożej w osobistej modlitwie, Eucharystii i Adoracji. Z czasem w tych ćwiczeniach duchowych rozsmakujesz się i zaczniesz słyszeć Boga, który delikatnie mówi i rozpoznasz w tym realne nuty świętości, wszechmocy i wielkiej miłości.

I Niedziela Wielkiego Postu 2019 r.

W naszej parafii w Bulo Bulo chcemy rozpocząć godzinną Adorację Najświętszego Sakramentu w każdą niedzielę po Mszy św. wieczorowej. Chcemy w ten sposób wejść w treści wielkopostne i prosić o przemianę naszych serc, ale także ludzi, którzy w naszej parafii są daleko od Boga, który jest źródłem wszystkiego co dobre. Szczególnie teraz doświadczam smutku braku Boga w życiu ludzi, wśród których jestem. Mamy już Wielki Post a w naszym mieście dalej trwa karnawał. Codziennie wieczorem brzmi muzyka i ludzie tańczą. Pytałem kiedy zakończą karnawał, żeby wejść w poważne i ważne treści Wielkiego Postu. Odpowiedziano mi, że być może w najbliższą niedzielę. Dobre i to – pomyślałem.

Dlaczego Adoracja? Dziś Bóg daje nam Ewangelię o kuszeniu Jego Syna. Słowo mówi, że to Bóg chciał się z Nim spotkać na pustyni. Jezus jest przed swoją działalnością i za chwilę zrobi wszystko, aby zbawić ludzi. Musi być silny. Więc idzie tam, gdzie jest źródło siły nad siłami, tj. na osobiste spotkanie ze swoim Ojcem. Rozmowa twarzą w twarz z Wszechmocnym powoduje ogromny potencjał dobra, świętości i siły duchowej. Pokazuje to Ewangelia, gdzie szatan kusi Jezusa. Sięga po najbardziej pociągające pokusy: zaspokojenie swoich potrzeb bez wysiłku, władzę i karykaturę ufności do Boga. Jezus nawet przez chwilę nie rozważa tych pokus. Od razu je odrzuca pokazując ogromną siłę wypływającą z bliskich relacji z Ojcem. Adoracja to właśnie takie relacje które, nawiązujemy z wszechmogącym Bogiem.

Zaczęliśmy Wielki Post a on zawsze niesie za sobą 3 bardzo ważne rzeczywistości: modlitwę, post i jałmużnę. Jakbyś wszedł w głębię tych rzeczy to zobaczysz, że zawsze prowadzą one do osobistego spotkania z Bogiem. Bo czymże jest modlitwa jak nie wspólną rozmową? Post pozwala oderwać się od rzeczy tej ziemi i zobaczyć, gdzie nasze serce tak naprawdę zdąża i gdzie znajdzie szczęście. Jałmużna pozwala zobaczyć w najbiedniejszych cierpiącego Boga. Jeśli pójdziesz tymi trzema drogami, zawsze spotkasz Najdroższego Ojca Niebieskiego.

Dlatego Adoracja, bo wszystko, czego chce Pan Bóg to spotykać się z Tobą. Dać Ci wielkie siły do zmagania się ze złem i pokusami. Chcę, żebyś zobaczył zupełnie inną przestrzeń rzeczywistości, gdzie jesteś w pełni kochany i akceptowany. Tylko Ty i On. Twarzą w Twarz. Czego chcieć więcej? 

VII Niedziela Zwykła 2019 r.

Widzieć dalej niż nasz fizyczny wzrok sięga. Czasem miałem tak w swoim życiu, że po cichu wyrabiałem sobie niezbyt pochlebną opinię o kimś, nawet wtedy, gdy wydawało się, że miałem ku temu silne podstawy. Po jakimś czasie było mi wstyd za to myślenie. Dowiadywałem się o problemach tej osoby, które warunkowały jej zachowanie. A czasem odkrywałem, że poznając bliżej jest to naprawdę dobra osoba. Zawsze wtedy wyrzucam sobie, że przecież Jezus mówił: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni!” Ale myślę, że jako chrześcijanie trzeba nam też widzieć dalej i więcej.

Widzieć dalej niż tylko nasze myślenie ziemskie to przesłanie dzisiejszego Słowa. Perfekcyjnie wręcz wprowadza nas w to pierwsze czytanie. Mówi ono nam o trudnych początkach drogi króla Dawida. Pamiętamy jego walkę z Goliatem. Dzięki niej stał się najsłynniejszym człowiekiem w Izraelu. A królem był wtedy Saul. To król odbiera największy hołd. Kiedy w swoim geniuszu militarnym wynikającym z opieki Boga, Dawid jako dowódca wygrywa kolejne bitwy i wojny, zaczyna się problem zazdrości u Saula. Saul patrzy jak człowiek tylko tej ziemi. Nieważne, że Izrael jako państwo rośnie w wielką siłę dzięki Dawidowi. W jego sercu rodzi się zazdrość a potem nienawiść do Dawida. Słuchając Słowa w I czytaniu jesteśmy w chwili, gdy nienawiść tak opanowała jego serce, że udaje się w pościg, aby zabić Dawida. Role się odwracają i widzimy jak dzięki opatrzności Bożej to Dawid stoi nad śpiącym, prześladującym go królem. Ma wiedzę, że Bóg go przeznaczył, aby także spełniał władzę królewską nad Izraelem. Jego towarzysze – żołnierze namawiają go do aktu zemsty i odebrania władzy królewskiej Saulowi. Jednak Dawid widzi więcej i dalej. Wie, że morderstwo nie jest godne człowieka Boga. A zemsta kala osobę. Mówi wtedy bardzo ważne słowa. Nad wszystkim jest Bóg więc chciał, żeby i Saul królował. I to niech Bóg rozwiązuje problem zapowiedzi, że Izrael ma mieć króla Dawida. Widzi więcej i dalej. Nie załatwia spraw na własną rękę, nie daje się ponieść pokusie zemsty. Odchodzi.

Historię tę uzupełnia św. Paweł, który wprost mówi, że jako chrześcijanie nie możemy tylko myśleć jako ludzie ziemscy, bo mamy też w sobie człowieka duchowego, który narodził się podczas chrztu i odradza się ciągle przez wiarę i sakramenty. Człowiek duchowy widzi dalej przez jasność Słowa Bożego. Ewangelia mówi o miłości wrogów. Nie da się tego zrobić, gdy nie ma we mnie człowieka niebieskiego, który widzi dalej. Jeśli w relacjach pozostanę na poziomie Saula to dam się tak omotać nienawiści aż do czynów ekstremalnych. Jeśli wyjdę poza człowieka tej ziemi, dzięki mocy Bożej spojrzę na człowieka, który mi coś zrobił jak zrobił to Dawid. Gorąco modląc się, żeby Pan poprowadził te ciężkie relacje. Zauważ, że nieważna jest w złych relacjach obrona mojego „ja” za wszelką cenę. To zasieje dużo zła, nienawiści i odbiera jakikolwiek spokój. Kiedy spojrzysz dalej oddając to Panu, będziesz umiał z ciepłym uśmiechem spojrzeć w oczy Twojemu „wrogowi”. Bo Pan to rozwiąże. I pomyślisz, że nawet ten człowiek warty jest Twojego zrozumienia i sympatii. Nie do zrobienia i niedorzeczne? Czyżby?!

VI Niedziela Zwykła 2019 r.

W czasie śmierci Jezusa na Golgocie zasłona w Świątyni Jerozolimskiej rozdarła się odsłaniając to, co było ukryte. Było to miejsce najświętsze, o którym mówiono, że jest to przestrzeń należąca do Boga. Mógł tam wejść tylko raz w roku wybrany kapłan, i to w dodatku na krótko. Bóg w momencie największej walki o człowieka, kiedy umiera Jego Syn odkrywa wszystkie karty. W momencie wypełnienia się ofiary Jezusa nie ma już ekstremalnego podziału na przestrzeń Boga i człowieka. Bóg przychodzi i chce być z każdym człowiekiem bardzo blisko.

Jak moment śmierci i zmartwychwstania jest ważny w historii świata? Te trzy dni, najpierw bolesne a później radosne, pokazują, że świat nie jest już ten sam. Kiedy myślę co było najbardziej przełomowym momentem dla świata to dla mnie odpowiedź może być tylko jedna. Nie jest to powstanie materii czy stworzenie człowieka, ale właśnie śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. To moment, kiedy wszechmocny i wiecznie będący Bóg, Stworzyciel wszystkiego, wychodzi do człowieka tak mocno, że go usynawia. Wpuszcza go do swojej przestrzeni.

Ja wiem, że to, co napisałem jest trudne i filozoficzno-teologiczne, ale jest niezbędne, abyśmy zrozumieli, że będąc uczniami Jezusa jesteśmy ludźmi Jego śmierci i zmartwychwstania. Jest to coś najważniejszego dla nas, to wyznajemy i powinno to być motywem napędzającym całe nasze życie.

Dziś Słowo Boże mocno to podkreśla. Św. Paweł mówi, że uczeń Chrystusa to ktoś, kto idzie śladami Mistrza i nie boi się iść tą drogą. Nie boi się śmierci, bo ona później przynosi zmartwychwstanie. Wszyscy rzeczywiście należący do Jezusa nie boją się umierać cierpiąc głód, prześladowanie i płacz z powodu wyznawania Ewangelii. To prowadzi do zmartwychwstania. I chociaż ludziom wydaje się, że to absolutnie głupie to oni są jak drzewa zasadzone nad rzeką. Ich korzenie, które dają życie czerpią z Jezusa a to da im później zmartwychwstanie. Gorzej, jeśli zapominamy kim jesteśmy i zaczynamy inwestować tylko w to ziemskie życie szukając za wszelką cenę samozadowolenia. Będziemy jak krzew na pustyni, który pożyje chwilę i prędzej czy później umrze. Poza tym słaba jest perspektywa bycia taką rośliną. Żyje się na pustyni duchowej, która, nie oszukujmy się, boli.

Znów przechodzimy niżej. To wszystko ma przełożenie także na Twoje życie codzienne. Jeśli jesteś z Jezusem, to potrafisz nie bać się umierać, bo wiesz, że jak zrobisz to z Nim, zmartwychwstaniesz. Nasza śmierć codzienna to różne problemy, złe relacje z ludźmi, nałogi Twoje lub bliskich. To boli, bo zabija Cię, Twoje serce. Jednak przeżywana z Jezusem prowadzi do zmartwychwstania. Może nie dokładnie po trzech dniach. Cierpliwości. Ono na pewno przyjdzie. Piszę to z własnego doświadczenia. Niełatwego, bo ciągle uczę się umierać z Jezusem i nie uciekać od  tego w egoizm, depresję czy bunt i walkę. Ale kiedy dzięki Jego umocnieniu przyjmuję tą śmierć, zawsze przychodzi zmartwychwstanie zaskakując swoją wielkością.

V Niedziela Zwykła 2019 r.

Moja grzeszność i zło a z drugiej strony świętość i miłość Boga. Dla Ciebie przepaść bez dna. Dla Niego nieznaczna rysa, o której można szybko zapomnieć. Czasami sami pogłębiamy tą przepaść koparką ofiarowaną nam przez diabła. Na boku ma ona napis: Moje głupie i kłamliwe myślenie o sobie i Bogu. Kopiesz i całkiem tracisz nadzieję na spotkaniem z Panem, który ma wszystko czego potrzebujesz. Powiem szczerze, że mam wiele rozmów z ludźmi, gdzie na słowa o miłosierdziu Bożym i o rozpoczęciu nowego życia chowają się do skorupy swojego „ja” jak nasz boliwijski żółw na boisku naszego internatu, gdy mnie zobaczy. Gdzieś w głębi nie wierzymy, że możemy być absolutnie godni Pana Boga. Wtedy zaczynają się sprytne uniki, aby nie spotkać się z czystą Miłością.

Pierwszą część tego schematu prezentuje nam dziś liturgia Słowa. Prorok Izajasz i św. Piotr w Ewangelii przestraszeni szepczą: Co ja tu robię? Nie mogę być w przestrzeni Boga. Panika i obawa o siebie. Izajasz jest oczyszczony przez działanie Boga. Św. Paweł mówi wprost nam, że był mordercą i prześladowcą, ale Jezus umarł za to na krzyżu więc jest godny być bardzo bliską osobą Boga. A do św. Piotra, który drży przestraszony podchodzi Jezus. Gdy rozważam tą Ewangelię widzę jak Jezus śmieje się w środku a uśmiecha się tajemniczo. Mówi: To jest cud? Ty ludzi będziesz łowił. Chce Piotrowi przekazać, że to początek Bożej jazdy bez trzymanki na polu głoszenia Ewangelii i budowania Kościoła. Będą czasy, że Piotr otworzy buzię, żeby powiedzieć o Jezusie, który umiera za wszystkich i zmartwychwstaje i nawrócą się tysiące. Będzie czas, że jego cień padnie na chorych i będą uzdrowieni. Jezus dlatego patrzy na swojego umiłowanego Piotra i śmieje się gdzieś w środku. 

Wiesz na czym polega wielkość Izajasza, św. Pawła i św. Piotra? Nie na osobistej świętości. Ich świętość polega na tym, że czując swoją absolutną grzeszność nie uciekali przed prawdą, że mogą być godni samego Boga. Kiedy zrobili krok, czując się godni, nad grzesznością, która była dla nich przepaścią a dla Boga niewyraźną rysą, zostali oczyszczeni i napełnieni Duchem Świętym. Każdy wskoczył na drogę wielkich dzieł w swoim życiu.

Nigdy nie zostawaj na poziomie, że jesteś niegodny Boga, bo zaczniesz uciekać i kombinować. Przestaniesz regularnie się spowiadać, modlić aż do negacji Boga i Kościoła. Czuj się godny. Niech spowiedź nie będzie czymś poniżającym jak Ci wmawia najgorszy wróg. To miejsce przekraczania grzechów, spojrzenia Ojcu w oczy, który mówi w rozgrzeszeniu: Oczyszczam Cię i chcę Cię oczyszczać zawsze. Nawet miliony razy. Bo jesteś moim Synem\Córką. I jesteś stworzony do wielkich rzeczy.

IV Niedziela Zwykła 2019 r.

W Boliwii istnieją jeszcze samosądy. Jest to niepisane ”prawo” społeczne, które mówi, że jeśli kogoś złapie się na poważnym przestępstwie można go ukarać odbierając mu życie. Straszne prawo.

To, co dziś widzimy w Ewangelii to próba samosądu. Jezus mówi w swoim mieście Ewangelię a szatan działa po drugiej stronie barykady. Zasiewa wątpliwości. Mówi, że to przecież syn Józefa, to żaden Syn Boży. Podkręca tak mocno ziomków Jezusa, że oni chcą dokonać na Nim samosądu. Prowadzą Go nad urwisko po to, żeby Go stamtąd zepchnąć. Zastanawiający jest spokój Jezusa. Ociera się o śmierć a jednak pozostaje absolutnie opanowany. 

Wynika to z tego, że Jezus absolutnie czuje, że jest w obecności wszechmocnego Ojca, który Go kocha bez granic. I ufa, że poprowadzi tak Jego historię życiową, aby było jak najlepiej. Spokój Jezusa w obliczu samosądu to nauka zaufania, która wypływa z miłości do Ojca.

Ile jest w Twoim życiu obaw, strachu a nawet paniki? To odpowiedź na to wszystko, co krzyczy do Ciebie: ratuj się i uciekaj! Poznaj miłość Boga, którą w swojej idealności ukazuje dziś w II czytaniu św. Paweł. Zakochaj się w niej a to zrodzi głębokie zaufanie do Niego. Wtedy, jak mówi I czytanie, staniesz się kolumną żelazną przeciwko temu wszystkiemu, co każe Ci się bać.

Niedziela Chrztu Pańskiego 2019 r.

Scena Chrztu Pańskiego to jedna z najbardziej mi bliskich w Piśmie Świętym. Jest coś niesamowicie szczególnego, kiedy objawia się Bóg w Trójcy Świętej. My, ludzie na chwilę jesteśmy dopuszczeni do doświadczania, i to zmysłami, najgłębszej Tajemnicy. Dodatkowo, ta scena przesycona jest miłością pieczętowaną wyznaniem Ojca: to jest Mój Syn Umiłowany. Bóg jest czystą miłością. A to bijące serce świata na chwilę ukazuje się wszystkim ludziom w postaci Trzech Osób. To naprawdę jedna z najbardziej niesamowitych historii w Ewangelii.

Jasne, że Chrzest Pański jest po to, abyśmy doświadczyli takiego kochającego Boga. Jego miłość rozlewa się nie tylko na Jezusa, który jest Jego Jednorodzonym Synem. Ona rozlewa się na nas wszystkich. W końcu w czasie naszego chrztu stajemy się Jego dziećmi. Ta scena jest wielkim apelem Boga do Ciebie, abyś uświadomił sobie, że jesteś Mu najbliższy, a także demonstruje co działo się z Tobą w czasie Twojego chrztu. Te wielkie rzeczywistości rozpoczęły się w czasie tego sakramentu, ale trwają nadal i dzieją się każdego dnia, żyjesz w ciągłej ich obecności.

Poza demonstracją miłości do Ciebie musisz wiedzieć, że poprzez bycie w Kościele masz stałą asystencję Ducha Św. On zstępuje w czasie chrztu a w bierzmowaniu utwierdza się Jego moc. On towarzyszy każdego dnia ochrzczonemu. To jest ta Osoba boska, która ma pocieszać i pomagać dziecku Boga. Czy próbujesz korzystać każdego dnia z Jego podpowiedzi i darów? On jest w każdej chwili przy Tobie i chce podpowiadać i wskazywać wtedy, kiedy jesteś na Mszy i słuchasz Słowa Bożego, ale także wtedy, kiedy żyjesz życiem codziennym. Pytaj: Co to znaczy? Co wybrać? Jak to rozwiązać? Duch Święty nie jest mistyczną postacią przedstawianą w postaci gołębia w sztuce sakralnej. To żywy Bóg posłany przez Ojca do pomocy właśnie Tobie.

Jak słyszymy nad Jordanem niebo się otwarło. Czy wiesz, że jako chrześcijanin żyjesz w ciągłej obecności nieba otwartego? Ono otworzyło się w czasie Twojego chrztu i takie pozostało dla Ciebie. Oznacza to, że jest ono na wyciągnięcie ręki. Z całą miłością, radością i życiem bez końca. Wystarczy Twoja chęć bycia tam, która realizuje się w Twoich wyborach tutaj na ziemi. To niebo otwarte powinno być powodem Twojego poczucia wartości. Ono jest otwarte właśnie dla Ciebie. Nie tylko dla grupy „świętych” osób. Ta otwarta brama niebieska jest dla Ciebie apelem, abyś nie dał się omamić i oszukać temu, co ziemskie, abyś wszystkich nadziei i celów ostatecznych nie umieszczał tutaj, w doczesności. To z czasem krzywdzi i niszczy. Niebo otwarte nad Tobą to jest dopiero cel.

Chrzest zmienia wszystko. Z człowieka ziemskiego, który niszczeje i ma pociąg do tego, co złe stajemy się niezniszczalnymi dziećmi Boga, które mają moc rozsiewać dobro. Dlatego na początku chrześcijaństwa chrzczono dorosłych przez zanurzenie. Człowiek znikał pod wodą niejako umierając w swoim dotychczasowym życiu, tylko tym ziemskim. Wynurzał się już z nowym życiem dziedzica nieba.

Objawienie Pańskie 2019 r.

Kilka lat temu śmiałem się w duchu, kiedy pewna osoba uważająca się za autorytet powiedziała, że 6 stycznia jest wspomnienie świętych Kacpra, Baltazara i Melchiora. Prawda jest taka, że Kościół nigdy nie uważał ich za świętych ani nie ogłosił ich świętymi. Są to bardzo ważne osoby w kontekście Bożego Narodzenia, ale nie znamy ich dalszych losów. Dlatego nie możemy ich nazywać świętymi. Kościół jest zawsze ostrożny w tej kwestii. Jednak nie wyklucza to tego, że może są teraz w gronie świętych w niebie i śmieją się, że to piszę. Zobaczymy.

Żeby się trochę zrehabilitować w ich oczach napiszę, że uważam ich za ludzi genialnie otwartych na rzeczywistość duchową. A więc także na rzeczywistość wiary. To nie jest tak, że Pan Bóg ich wysłał w daleką drogę do Betlejem. Osiodłał im wielbłądy i włączył i ustawił GPS na tą małą mieścinę w Palestynie. Nie. Oni byli ludźmi nauki. Widząc nową gwiazdę mogli stwierdzić, że to ciekawe zjawisko a następnie opisać to w swoich księgach naukowych. Ale oni są otwarci na sferę duchową. Zachwycają się jasnością, jednak gdzieś wewnątrz wiedzą, że to musi być coś więcej. Myślę, że jako intelektualiści znali Pisma narodu żydowskiego. A wszystkie mówiły, że przyjdzie w chwale Mesjasz. Może to właśnie on. Otwarci na niezwykłość. Otwarci na uwierzenie w to. Otwarci na uczestnictwo w tym. Ileż wiary mają, nie będąc żydami, klękając w szopie przed zwykłym dzieckiem. 

Piszę to, żeby trzej królowie byli wyrzutem sumienia dla nas. Jesteśmy niesamowicie bliscy i blisko Pana Boga. Tyle rzeczy dzieje się w Twoim życiu nie przez przypadek. Tyle łask, które dostajesz po modlitwie. Chodzi także o rzeczy materialne czy wydarzenia, które toczą się szczęśliwie. Tyle ludzi postawionych na Twojej drodze, żeby Cię ubogacić. Czy potrafisz być otwarty tak jak dalecy trzej goście i powiedzieć: „O rany, to Pan działa!”? Otwórz się, zobacz, uwierz. A potem zacznie się droga Twojego życia, na której nie będziesz się bał, bo będzie prowadził Cię Pan.

Niedziela Świętej Rodziny 2019 r.

Dziś jest niedziela Świętej Rodziny. Słowo Boże przypomina o wartości każdego człowieka w rodzinie. Widać jest Annę która w swoim zaufaniu wyprosiła u Boga syna. Nazywa się on Samuel i odegra ważną rolę w historii Izraela. Anna od samego początku prezentuje postawę że Samuel jest darem od Boga i do niego należy. Jezus w Ewangelii mimo że jest małym chłopcem głosi że owszem żyje w rodzinie ale należy do Boga. Dziś Słowo Boże pyta Cię wprost czy traktujesz członków swojej rodziny jako dar Boży? Zazwyczaj są oni drogą twojego rozwoju jako człowieka i chrześcijanina. Czasem jest ona bardzo ciężka. Ale Bóg wtedy nie szczędzi swojej łaski.

IV Niedziela Adwentu 2018 r.

Mamy w parafii nowennę dla dzieci przed Bożym Narodzeniem. Jednego dnia miały za zadanie narysować kredą obok kościoła historię z Pisma Świętego. Przychodzi do mnie dziewczynka i prosi, żebym podszedł zobaczyć, bo ich grupa już skończyła. Podchodzę i widzę piękny rysunek, który Ty, Drogi Czytelniku widzisz powyżej. Są na nim dwie kobiety. Pytam kto to jest. Dziewczynki bez chwili namysłu wykrzykują razem: Maryja! Chwila mojego zastanowienia i pytam kto w takim razie jest drugą kobietą. Dziewczynki patrzą na mnie i myślą kombinując, wreszcie jedna spokojnie mówi: inna Maryja. Zastrzelony przez chwilę zaczynam sam kombinować i wreszcie mówię: to jest święta Elżbieta. Padło pytanie, którego się spodziewałem: Padre, kto to jest święta Elżbieta. Opowiedziałem im historię z dzisiejszej Ewangelii. Dziewczynki powiedziały, że się zgadza, bo na ich rysunku św. Elżbieta daje kwiatek Maryi.

Dziś w Ewangelii jest mowa nie tylko o Matce Bożej, ale o wielkiej świętej jaką jest Elżbieta. Dlaczego wielka? W Ewangelii jest napisane, że Duch Święty napełnił Ją i dlatego rozpoznała, że Dziewica nosi w sobie Syna Bożego. I dzięki mocy Ducha Św. wykrzykuje dziś te piękne słowa na cześć swojej krewnej. Spytasz dlaczego jest wielka skoro to Duch Święty sprawił? Ta scena ukazuje jedną z głównych prawd życia z Bogiem. Duch Święty napełnia człowieka tylko wtedy, kiedy człowiek Go chce. Napełnia człowieka do „poziomu”, do którego on chce. Jeśli nie chcesz Go, On nie przyjdzie. Zechcesz mało Jego mocy w Tobie to będzie mało. Więc św. Elżbieta musiała być maksymalnie otwarta na Boga. Duch Święty ogłosił Jej piękną Nowinę o Maryi. Co więcej, ona nie bała się jej wykrzyczeć do swojej krewnej, która przyszła w ciąży. 

Myślę o takiej alternatywnej historii, gdzie Elżbieta wie od Ducha Świętego, że Maryja jest w ciąży. No ale nie jest takim herosem wiary, jakim była w rzeczywistości. Więc zaczyna kombinować po swojemu. Zaczyna myśleć, że nie powie tego Maryi, bo to dziwne trochę. Może jej się zdawało, że ktoś jej powiedział, że to Mesjasz? Trzeba to przemilczeć, bo przecież to jakoś nie po kolei. Przed ślubem z Józefem? Co powiedzą ludzie? Zresztą nie ma co dymić i robić Maryi przykrości. Zapomnijmy o tym, trzeba cieszyć się odwiedzinami a nie szukać problemów.

Wiesz dlaczego o tym piszę? Bo my mamy moc Ducha Świętego jako synowie i córki Boga. Jednak nie potrafimy na nią się otworzyć. Nie potrafimy o Ducha Świętego prosić. Dlatego kiedy przyjdzie dobry czas nie potrafimy głosić Słowa Bożego innym. Nadchodzą Święta. Ile będzie w rodzinach i wśród przyjaciół specjalnie zapomnianych spraw, tajemnic Poliszynela. Gdzie dla dobra tych ludzi trzeba byłoby ogłosić im Ewangelię i wskazać, że idąc to drogą krzywdzą siebie i innych. Ile straciliśmy przez głupie „aby był spokój” i „nie moja sprawa” szans na ratowanie naszych bliskich, przyjaciół i znajomych.

Pozdrawiam wszystkich. Moja koleżanka z liceum, która jest dziennikarką napisała do swojej gazety krótki artykuł o świętach w Boliwii. Motywem przewodnim było to, że spędza się tu Święta w japonkach i krótkich spodenkach. Tak! Właśnie siedzę i piszę to tak ubrany. Pozdrawiam też wszystkich życząc błogosławionych Świąt. Piszę to już teraz, bo nie będzie wpisu na Boże Narodzenie. Zwierzę się trochę i przyznam, że najbardziej nie lubię mówić Słowa Bożego na Boże Narodzenie i Zmartwychwstanie. Co tu mówić, kiedy staje się przed tak ogromnymi dziełami miłości. Żadne słowo nie odda cząsteczki tej tajemnicy. To tak jak świecenie latarką w niebo, żeby rozproszyć ciemności kosmosu. Wpisu nie będzie. Proszę rozkoszować się ciepłem, jasnością i miłością z Betlejem.