XXI Niedziela Zwykła 2020 r.

Słuchając dzisiejszej Ewangelii i dialogu Jezusa z Piotrem możemy łatwo się zdystansować, pomyśleć, że dotyczy ona tylko Piotra. Jest super historią jego wyboru jako pierwszego papieża. Nic bardziej mylnego. Nie ma ani jednego fragmentu Ewangelii, który nie dotyczyłby Twojego życia tu i teraz.

Wyobraź sobie, że to Tobie dziś Jezus daje klucze oznaczające władzę, ale też dużą odpowiedzialność. No właśnie tak jest. Jeśli jesteś umiłowanym dzieckiem i przyjacielem, za którego oddaje się życie dostajesz też część dziedzictwa Króla zarządzającego Królestwem Niebieskim. Nie tylko św. Piotr. Dostajesz klucze, więc jesteś odpowiedzialny za budowę i rozbudowę Królestwa Niebieskiego na ziemi. Dostajesz klucze do Kościoła, swojej rodziny, wspólnoty swoich przyjaciół i wiele innych wspólnot, które tworzysz. Jesteś za nie odpowiedzialny. Bo władza kluczy dana nam przez Boga nie oznacza lepkiej pokusy władzy nad innymi, ale potęgę odpowiedzialności za innych. Jesteś za nich odpowiedzialny, za ich rozwój i dobro. Dlatego Jezus rzuca w Ewangelii szybką odpowiedź na nasze słabe wyobrażenia na temat władzy: Władza nad innymi polega tylko na służeniu im!

Drodzy Czytelnicy, w tym miejscu chciałbym zatrzymać się nad waszą władzą kluczy, które dostaliście do Wspólnoty Kościoła. Pamiętaj że ty też zarządzasz nią. Nie tylko ksiądz, biskup czy papież. Jesteś odpowiedzialny i masz moc daną Ci od Boga na działanie w nim. Piszę to jako ksiądz. Nawet nie wiesz jak się cieszę, gdy widzę ludzi świeckich wykorzystujących swoją władzę kluczy w Kościele – którzy czytają i prowadzą śpiew na Mszy, którzy przychodzą i pytają czy nie mogliby czegoś zrobić dla parafii. Pytają w jaki sposób mogliby pomagać biednym. Służą wspólnocie, bo mają wiedzę na temat utrzymywania kościoła jako budynku i dzielą się tym z proboszczem. Czymś wspaniałym jest, gdy ktoś jako świecki potrafi głosić Ewangelię czy dawać publicznie świadectwo o Jezusie. Tak wykorzystywane jest w sposób perfekcyjny prawo kluczy, które dostaje każdy ochrzczony.

Prawo kluczy, czyli służba dla innych to strasznie ciężka sprawa obiektywnie patrząc. Ale nawet na to Jezus daje rozwiązanie. Dlatego pyta najpierw Apostołów i św. Piotra: Za kogo Mnie macie? Kim jestem dla Ciebie? Odpowiedź Piotra „Ty jesteś Mesjasz”, warunkuje to, że będzie dobrze służył innym, więc spokojnie może dostać klucze. To jest fundament służenia, a więc bycia odpowiedzialnym przez wszystkich. Jeśli Chrystus będzie dla Ciebie Mesjaszem, czyli jedynym Zbawcą i Tym, który rozwiązuje Twoje wszystkie problemy, małe i duże, oznacza to, że będziesz potrafił służyć innym. Jego niesamowita dobroć i łaskawość przez Twoje ręce będzie rozlewać się na innych.

Jak widzisz, dzisiejsza Ewangelia nie jest opowieścią fabularną o innych. Ona dotyka konkretnie Twojego życie i tego, że masz klucze do wnętrz innych ludzi.

23.03.2020 r.

Przez tą epidemię jesteśmy w tej samej sytuacji co człowiek z dzisiejszej Ewangelii, który choruje od 38 lat. Od bardzo długiego czasu robił wszystko co mógł, aby być zdrowym. Gdy woda poruszała w sadzawce, koło której był, pierwszy człowiek, który się w niej zanurzał odzyskiwał zdrowie. Nasz chory był zbyt słaby by być pierwszym. Ale robił wszystko co w jego mocy. Gdy już prawie całkiem opuściła go nadzieja z tyłu ktoś dotknął jego pleców z pytaniem czy chce być zdrowym. Był to Jezus, który od razu dał mu zdrowie.

Prawda jest taka, że i my dziś robimy wszystko, aby być zdrowymi. I to jest bardzo dobre. Kwarantanna, zakaz wyjścia, mycie rąk. Przestrzegaj tego! Ale czy jesteś świadomy, że za Twoimi plecami stoi Jezus, który Cię dotyka? Wystarczy zwrócić na Niego uwagę i poprosić o pomoc. Absolutnie nie zapominajmy o zaleceniach naszego rządu i przestrzegajmy tego skrupulatnie. Ale jednocześnie nie zapominajmy kto jest Panem wszystkiego i Kto stoi tak bardzo blisko i czeka tylko na naszą reakcję. On od razu zacznie pomagać.

Papież poprosił cały Kościół, aby jutro w dzień Zwiastowania w południe odmówić modlitwę Anioł Pański i Ojcze nasz oraz trzy razy Zdrowaś Maria. To dobra okazja, żeby poprosić Pana o zdrowie dla siebie, rodziny i całego świata.

Aiquile.

1 grudnia 2019 roku rozpocząłem pracę w Aiquile. Jest to przepiękne miasto położone wśród wysokich gór. Co ciekawe, jest też atrakcją turystyczną nie tylko dla zagranicznych turystów, ale także dla Boliwijczyków. Pracuję tu prawie 3 miesiąc i ciągle ktoś przed katedrą robi zdjęcia albo pyta czy nie możemy mu otworzyć świątyni. Kiedy mam czas z chęcią udostępniam i oprowadzam. Kilka razy zdarzyło się, że byli to ludzie z La Paz, Santa Cruz czy, wydaje się, niedalekiej Cochabamby. Dlaczego jest tak ciekawe? Bo jak już zaznaczyłem otoczone jest górami; bo bardzo straszna przeszłość miasta przemieniła się w piękną teraźniejszość. Tak jak w Ewangelii śmierć prowadzi do Zmartwychwstania i życia. Ponad 20 lat temu Aiquile nawiedziło potężne trzęsienie ziemi. Praktycznie zniszczyło całe miasto razem z katedrą. Pogrzebało ono wiele ludzkich żyć. Ludzie opowiadali mi, że widok miasta przypominał obrazy z apokalipsy. Wszystko było w ruinie i wszechobecnym pyle. Jednak z wielkim męstwem mieszkańcy rozpoczęli odbudowę swojego miasta. Nie ma co ukrywać z pomocą wielu ludzi z zagranicy. Dlatego dziś miasto wygląda jak nowonarodzone. Jest czyste i uporządkowane. A perełką jest katedra, która błyszczy szczególnym pięknem na zewnątrz i olśniewa sztuką rzeźbiarską w środku. Kiedyś do turystów ze stolicy Boliwii, La Paz, zażartowałem, że u siebie mają wszystko tylko nie tak piękny kościół jak w Aiquile. Po chwili zastanowienia stwierdzili: Masz rację, Padre. Ku mojemu zaskoczeniu. Innym walorem turystycznym jest to, że Aiquile jest stolicą charango. To nieduża boliwijska gitara o pięknym brzmieniu, czego doświadczam też w czasie Mszy. Młodzież z naszego chóru akompaniuje tym instrumentem. To tutaj wyrabia się ten instrument, sprzedaje najlepsze i organizuje się słynne festiwale charango. Ostatnim wydarzeniem, które ściąga turystów to fiesta parafialna. To opiszę w innym poście, gdy przeżyję ten, po polsku określając, odpust ku czci Matki Bożej Gromnicznej.

Od miasta przeszedłem w miarę płynnie do parafii, którą teraz zechcę w skrócie opisać. W mieście ma swoją siedzibę nasz biskup i z tego powodu nasz kościół należy do niego. Ma swoje specjalne wyeksponowane miejsce z herbem. Przez to też nasz kościół pod wezwaniem św. Piotra ma miano katedry. Jeżeli chodzi o czynnik ludzki parafia składa się jakby z dwóch odmiennych światów. Jeden należy do Aiquileńczyków z miasta. Mają oni bezpośredni dostęp do kościoła. Żyją w mieście i z tego co obserwuję, dobrze sobie radzą z codziennością. Mają sklepiki, rynek, usługi i transport międzymiastowy. Mówią w większości po hiszpańsku. 

Druga część zupełnie odmienna to campesinos. To ludzie żyjący w wioskach bardzo często położonych w wysokich częściach częściach gór oddalonych od Aiquille od 30 minut jazdy aż do 2 godzin. Drogi do tych wiosek są bardzo kręte i w pewnych miejscach niebezpieczne. Żyją oni bardzo biednie pracując na roli. Ziemia nie jest dla nich łaskawa co jest normalne biorąc pod uwagę wysokość nad poziomem morza. Pracują ręcznie lub przy pomocy zwierząt, jeśli je mają. Najczęściej nie mają elektryczności. Muszę przyznać, że są bardzo biedni. Aby kupić cokolwiek muszą iść wiele godzin pieszo do Aiquile. Wstępują wtedy na Eucharystię modląc się za zmarłych. Kobiety przynoszą ze sobą swoje dzieci, które noszą w specjalnych chustach. Mówią zazwyczaj w języku Indian, który nazywa się quechua. Młodzi przez to że dojeżdżają do nich nauczyciele mówią po hiszpańsku. Starsi nie mówią po hiszpańsku, ale rozumieją ten język, co pozwala mi ich na przykład spowiadać.

Praca nasza jako księży kiedy jesteśmy w mieście nie odbiega bardzo od pracy w Polsce. Mamy ministrantów i ministrantki, przygotowanie do I Komunii i bierzmowania oraz inne ruchy parafialne. Jednak w ciągu tygodnia wyjeżdżamy w góry do wiosek. Mi osobiście służy do tego stara, ponad 20-letnia Toyota, do której pakuję niezbędne rzeczy do Mszy. Zabieram ze sobą siostrę zakonną do pomocy i katechistę, najczęściej Don Zenona, który zna wszystkie wioski i drogi jak własną kieszeń. Osoby te są nieocenione w pracy w górach. Siostra przygotowuje Mszę św. zaś katechista w czasie gdy ja spowiadam katechizuje, a potem, jeśli trzeba, tłumaczy na quechua moje kazanie. Co ważne, wieziemy ze sobą dla tych ludzi różne rzeczy: ryż, makaron a nawet ubrania. Czasem paczka ryżu lub makaronu którą dostają jest jedynym posiłkiem w tym dniu dla rodziny. Dużo rzeczy pochodzi ze zbiórek, jakie robimy w mieście, ale trzeba przyznać, że większość z tych rzeczy kupujemy z ofiar ludzi z Polski. Takie wizyty nie są częste. W każdej wiosce jesteśmy 2-3 razy w roku. Wynika to z tego, że parafia Aiquile ma tych wiosek ponad 50 a obecnie pracuje w niej tylko dwóch księży.