I Niedziela Wielkiego Postu 2018 r.

            Zazwyczaj widzimy Jezusa jako Syna Bożego – Boga zapominając o Jego drugiej ludzkiej naturze. Jak słyszymy Ewangelię o pustyni i 40 dniach postu to myślimy, że owszem jest to piękna sprawa. Ekstremalne zachowanie. Ale dla Jezusa nie jest to nic trudnego. W końcu jest Bogiem. Cóż za problem, w tym kontekście, nie jeść przez 40 dni? Zapominamy, że Jezus to też człowiek. W swoim życiu był pewnie parę razy chory. Kiedy podróżował długie godziny, odczuwał zmęczenie i duże pragnienie. Jak nie jadł pół dnia odczuwał głód. Zupełnie jak każdy z nas.

            Kiedy wreszcie uświadomisz sobie, że Jezus był także człowiekiem tak jak i my, zrozumiesz ogrom Jego wysiłku. Zobaczysz Go w tej Ewangelii strasznie zmęczonego i wyczerpanego. Jest u kresu wszystkich sił, także tych duchowych. Diabeł jest i chce Go duchowo zabić. Chce, żeby odszedł od Ojca i od swojej misji. To totalna wojna duchowa.

            Po co była pustynia na początku działalności Pana? Ewangelia mówi, że to Duch wyprowadził Go w to miejsce odosobnienia. Ojciec chce, aby Jego Syn uświadomił sobie jak wielkich dzieł może dokonać kiedy jest w ścisłej relacji z Nim. Jezus już bez cienia wątpliwości wie, że ma wszelką siłę, by głosić Ewangelię, budować Kościół i umrzeć za wszystkich.

            Nie bój się Wielkiego Postu. Nie jest on czasem smutku i bolesnych wyrzeczeń. Jest czasem zdobywania świadomości jak jesteśmy mocarni, gdy jesteśmy w ścisłej relacji z Bogiem. Oddaj Mu wszystko, a tak wygrasz z każdą pustynią Twojego życia. Z pustynią, która do tej pory zadawała Ci śmierć – z grzechem, nałogami. Po 40 dniach będziesz wiedział jak jesteś niesamowicie mocny. Mocą samego Boga. Pozwól się prowadzić na tej pustyni jak Jezus.

VI Niedziela zwykła 2018 r.

            Dla wszystkich to była straszna i tragiczna choroba – trąd. Można było zarazić się nią szybko i przez nieostrożność. Prowadziło to do powolnej i niechybnej śmierci. Stąd przepisy Prawa mówiące, iż chorzy mają z daleka oznajmiać, że są zarażeni. Aby wszyscy wiedzieli o ich chorobie mieli mieć podarte i w nieładzie ubrania, potargane włosy, zasłoniętą twarz i mieli krzyczeć oznajmiając tym samym swoje nieszczęście. Umierali samotnie i powoli. Od małej plamki na ciele aż do opanowania przez trąd wszystkich członków ciała.

            Widzę dużą analogię tej choroby do grzeszności człowieka. Też zaczyna się od małego flirtu ze złem. Niby niewinnego. Ale diabeł wciąga w swoją grę człowieka aż grzech opanuje całe życie wewnętrzne. Człowiek czuje się źle, snuje się w swoim życiu z poczuciem bezsensu i traci ludzi wokół. Ciężko jest wejść w relacje z człowiekiem, który sam skrzywdził się złem. Nie potrafi on kochać, bo ma w sercu ciemność. Trąd ducha zbiera tak samo duże żniwo wśród ludzi jak kiedyś trąd na ciele.

            Ratunkiem jest Jezus. On bezgranicznie kocha każdego trędowatego. Nie odwraca się z grozą widząc zdeformowane ciało lub wnętrze przez obydwie choroby. On z miłością i czułością patrzy na ukochane dzieci Ojca. Uzdrawia i oczyszcza dając nowe, pełne ciepła, szczęścia i światła życie. Nie zwlekaj za każdym razem, gdy jesteś chory. Idź do Jezusa.

V Niedziela Zwykła 2018 r.

                Zdarza się, że myślisz, że Twoje życie jest szare i zwyczajne. Wywołuje to smutek. W większym lub mniejszym stopniu robią to praktycznie wszyscy. Dlatego ludzie robią rzeczy ekstremalne typu bieganie maratonów, góry, samotne podróże w ekstremalne miejsca. Ich motywacją jest wyrwanie się z marazmu życia. Czasem z tego powodu młodzi wyjeżdżają na wolontariat. Niedawno czytałem o chłopaku, który mówił że miał dość marazmu, bylejakości i prowadzącego do nikąd „wyścigu szczurów”. Pojechał pomagać biednym w Ekwadorze. Każdy chciałby wyrwać się z objęć bezlitośnie szarej codzienności.

            O tym stanie bezsensu życia mówi dziś pierwsze czytanie. Hiob nazywa rzeczy po imieniu: „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?”, „Czy nie pędzi on dni jak wojownik?”. Trafione w punkt. To obraz tego, co obserwujesz! To obraz Twojej codzienności! To obraz naszego życia „zewnętrznego”.

            Ale popatrz dziś na Ewangelię. Tam jest zupełnie inny klimat. Jest światło, nadzieja i moc. Nie ma marazmu. Dynamika jest ogromna. Jezus robi dużo i wspaniałych rzeczy. Naucza w synagodze i idzie do domu Piotra. Uzdrawia jego teściową i je z nimi miły posiłek. Wieczorem daje zdrowie wielu chorym. Wyrzuca złe duchy z opętanych. Te same duchy chcą ogłosić, że jest Synem Bożym. Wieczorem idzie na miejsce pustynne na modlitwę, czyli porozmawiać ze swoim Ojcem. A rano, kiedy przychodzą apostołowie Jezus dalej chce robić te wspaniałe rzeczy i idzie do następnej miejscowości.

            Musisz wiedzieć, że to obraz Twojego życia wewnętrznego, którego nie widzisz i zapominasz, że istnieje. To w Tobie Jezus chce się spotkać i tłumaczyć Ci swoje słowa. Tak jak w synagodze. To przez Ciebie chce iść do Twoich najbliższych i uzdrawiać ich z ich chorób wewnętrznych. Chce być z Tobą, kiedy spotykasz się ze znajomymi świętując przy stole, aby wasza radość była większa. To w Tobie chce uzdrawiać bolące choroby wnętrza. Chce wyrzucać z Ciebie przeklęte złe duchy, które sieją zamęt. To z Tobą chce się modlić do Ojca kiedy klękasz. I tak każdego dnia.

            Powiesz, że nie widzisz tego, co dzieje się w Ewangelii, za to boli Cię szarzyzna opisana u Hioba. Jest tak, bo nie pozwalasz Jezusowi na robienie tego wszystkiego. Jeśli powiesz, że chcesz przeżyć z Nim historię Twojego życia jego marazm stanie się wielką przygodą każdego dnia.

IV Niedziela Zwykła. 28.01.2018 r.

            Bardzo nas cieszy kiedy jest konkret. Zarówno wśród ludzi, którzy są zdecydowani, szczególnie w byciu dobrym i w wybieraniu dobra. Ale bardziej cieszą i dają pokój nasze dobre wybory duchowe. Konkrety bardzo cieszą, ponieważ dziś świat niestety uczy życia niezdecydowanego, byle jakiego i szarego. Mówi, że nie ma tak właściwie jednej prawdy obiektywnej, bo każdy może mieć swoją. Konkretem niby można kogoś urazić i skrzywdzić. A wszyscy muszą Cię niby kochać. Z jasnym konkretem dążenia ku dobru nie będziesz nowoczesny, bo nie będziesz szary i przeciętny jak większość dzisiejszych ludzi.

            Brak konkretów niestety najbardziej uderza w nasze życie z Bogiem. Szybko wkrada się bylejakość. Dlatego dziś Bóg przez swoje Słowo mocno dopomina się o konkrety z naszej strony. Bardzo wyraźnie pokazuje z Kim mamy do czynienia. I że dla naszego dobra nie możemy być byle jacy.

            W I czytaniu Bóg przypomina, że ciągle i w sposób żywy do nas mówi: przez Słowo Boże, sakramenty, modlitwę i konkretne historie naszego życia. Bóg z miłości dopuszcza się małego szantażu. Jeśli nie posłuchasz, to odpowiesz za każde Jego Słowo, które zostało zmarnowane.

            Słuchając II czytania może się wydawać, że św. Paweł się wręcz przesadza apelując o konkret w relacjach do Pana. Mówi, że dobrze, gdyby chrześcijanin nie wchodził w związek małżeński. Najważniejsza jest relacja z Panem, a życie małżeńskie może w tym przeszkadzać. Powiesz: Przesada! Może. Ale myślę, że nie chodzi o sam fakt braku małżeństwa, a raczej o to, żeby współmałżonek nie stał się dla drugiego bożkiem na miejscu prawdziwego Boga. Ciągle mam w uszach westchnienia zakochanych dziewczyn, które opowiadając o swoich przyszłych mężach często mówią: „Proszę księdza, on jest dla mnie wszystkim”. Czyżby!?

            Wreszcie Ewangelia mówi, że Jezus to nie byle kto. To nie jakiś tam nauczyciel. To nie ktoś, kogo możemy lekceważyć lub postawić w swoim życiu w miejscu z napisem „tylko hobby”. To jest Baranek, który ma wielką moc. Ktoś, Kto jest niewyobrażalnie mocny. Ktoś, przed Kim klękają potężne duchy niebieskie w postaci archaniołów i aniołów. Przed Nim, jak dziś w Ewangelii, diabeł wpada w desperacką rozpacz. Jezus jednym Słowem może zniszczyć jego najbardziej destrukcyjne plany względem człowieka. Jednocześnie ten Pan Wszechświata ogromnie Ciebie kocha. Umarł za Ciebie haniebną śmiercią, ale też i zmartwychwstał, byś miał prawdziwe życie. Dziś w każdej chwili pragnie Twojej uwagi i miłości.

            Czy to nie wymaga konkretu życia z Nim i konkretu świadczenia o Nim?!

III Niedziela Zwykła 21.01.2018 r.

            W tym tygodniu w czwartek podczas wizyty papieża w Chile miało miejsce dość ciekawe wydarzenie. W mieście Iquique papież przejeżdżał ulicami witany entuzjastycznie przez mieszkańców. W pewnej chwili, co zarejestrowały kamery, koń jednej z policjantek zabezpieczającej przejazd wpadł w amok i zrzucił ją na ziemię. Papież, który to widział kazał zatrzymać swój pojazd, zatrzymując tym samym całą kolumnę. Ku zdziwieniu wszystkich zszedł i zaczął pomagać poszkodowanej. Był przy niej aż do odjazdu karetki do szpitala. Jedna z bliskich mi osób powiedziała, że zrozumiała przez to, co oznacza tytuł papieski „Sługa sług Bożych”. Myślę, że przez to wydarzenie papież wygłosił przedwcześnie homilię do dzisiejszego Słowa Bożego. Pokazał, że dorasta się do swojego powołania, kiedy jest się nawróconym. A to nawrócenie polega na tym, że przestajesz myśleć o sobie a zaczynasz być totalnie dla innych. Papież mógł pomyśleć, że przecież są lekarze, ochrona, inni policjanci, którzy jej pomogą, a on jako papież musi jechać w swoim majestacie. Nie. Dla niego to jest zupełnie normalne i oczywiste, że jeśli jest jakaś krzywda to myśli się tylko o osobie pokrzywdzonej i o tym, by zanieść jej pomoc. Bez względu na okoliczności.

            Właśnie o tym mówi dziś Słowo. Jeśli chcesz być kimś wielkim dla Królestwa Bożego, musisz się nawrócić. Mówi dziś o tym I czytanie. To historia o mieście Niniwie, której mieszkańcom Bóg wybacza, bo się nawracają. Czyny pokutne, których podejmują się jej mieszkańcy pozwalają im zerwać ze zgubnym myśleniem, że jestem dla siebie bogiem więc grzechami hołduję samemu sobie. Ogłosił im nawrócenie prorok Jonasz, który sam się wcześniej nawrócił. Na samym początku myślał tylko o sobie, dlatego uciekał przed misją nawrócenia wielkiego miasta. Przecież był dla siebie najważniejszy a tam głosząc rychłą zgubę całego miasta mógł stracić wiele, łącznie z życiem. Przez różne wydarzenia Pan nauczył Jonasza innego myślenia i zmienił jego serce. Zaczął myśleć o innych, stał się w pełni prorokiem i sprawił, że tysiące ludzi się nawróciło.

            W Ewangelii Jezus głosi nawrócenie. Myślę, że dzięki temu dzieje się coś wielkiego w sercach przyszłych apostołów. Dlatego następnym krokiem jest ich powołanie i natychmiastowa odpowiedź „tak”. Bo przestali myśleć o sobie a zaczęli myśleć o innych i o Bogu.

         Chcesz być kimś wielkim i dorastać do swojego powołania kimkolwiek jesteś? Dokonaj swojego nawrócenia, a więc totalnej zmiany w swoim myśleniu. Przez chrzest stajemy się dziećmi Bożymi, które są zdolne do myślenia o Bogu i o innych, do bycia dla innych. Diabeł podczas naszego życia pcha nas w całkiem inne myślenie. Wie, że dziś nie można nas odciągnąć od Boga Jedynego przez danie nam bożków do czczenia. Nie te czasy. Dlatego wmawia nam, że my sami jesteśmy dla siebie bogami. Dlatego mamy myśleć tylko o sobie, nawet kosztem innych.  Nawrócenie to nawrót totalny z tej drogi dzięki mocy Jezusa, Jego Słowa i sakramentów. To odwrócenie się od czczenia siebie i zwrócenie się ku innym. Nawet kosztem siebie. Otwierają się wtedy nowe i przepiękne horyzonty. Możemy stać się w pełni szczęśliwymi oraz być świadectwem dobroci i miłości dla innych. Spróbuj tego, a dorośniesz do bycia kimś niezwykłym. Tak jak papież Franciszek, który pochyla się nad obolałą chilijską policjantką.

II Niedziela Zwykła 2018 r.

            Fundamentem właściwego i dobrego spotkania jest dogłębne i wzajemne wejście w świat drugiej osoby. Poznanie go z zainteresowaniem i jednoczesną akceptacją. Świat drugiej osoby może być wielką aspiracją dla osoby spotykającej się.

            Papież Benedykt XVI i jego następca papież Franciszek głośno i często wyrażali się, że chrześcijaństwo to spotkanie z żywą osobą Boga. Jest to absolutne tworzenie ucznia i dziecka Bożego. To spotkanie prowadzi do nawrócenia, ukazuje nowe horyzonty, daje nowe życie, a w końcu przynagla do świadczenia o Jezusie, które rozpala innych. Dziś liturgia Słowa mówi o tym fenomenie.

            W I czytaniu widzimy jak Bóg wręcz walczy o spotkanie z człowiekiem. Robi to, bo go niesamowicie kocha. Dlatego Pan nie ustaje w wołaniu Samuela. Ale kiedy on już Go wreszcie spotkał, od razu zaczęły się dziać rzeczy wielkie. Samuel dorastał, a Wszechmocny był z nim. Nie dał spaść żadnemu słowu Samuelowemu na ziemię. Znaczy to, że jego słowa były tylko mądre i dobre. Dorastając był już mądrym człowiekiem.

            W Ewangelii dwóch uczniów spotyka Jezusa i od razu są zachwyceni. Chcą od razu wejść w Jego świat. Stąd to dziwne pytanie: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?”. Mieszkanie to coś bardzo osobistego. Zachwyceni chcą poznać Go dogłębnie. Spotkanie i zachwyt skutkują od razu świadectwem dla innych. Dlatego Andrzej idzie do Szymona Piotra, aby mu powiedzieć o przełomowym wydarzeniu: „Znaleźliśmy Mesjasza”.

            Zmiana imienia to zmiana istoty życia. Tak twierdzono za czasów, w których dzieją się wydarzenia ewangeliczne. Dlatego Jezus zmienia Szymonowi imię na Piotr. Po spotkaniu jego życie totalnie się zmienia. Automatycznie ze zwykłego rybaka na krańcach świata staje się fundamentem Kościoła, który będzie na całym świecie. Jest skałą, na której opiera się wszystko.

            Pamiętaj, Pan ciągle, jak z Samuelem, szuka też spotkania z Tobą. Jeśli Go spotkasz, zmieni się wszystko. Otworzy się nowa historia Twojego życia. Będziesz mądrym gigantem duchowym, pełnym też przyciągającej pokory. Będziesz robił fantastyczne rzeczy i tym świadczył o Jezusie. Bo Jego moc będzie się objawiała poprzez Ciebie.

Chodzi tylko o spotkanie…

Niedziela Chrztu Pańskiego 2018 r.

            Cud nowego życia. Kiedy się urodziłeś twoi rodzice pochylili się nad Tobą i pomyśleli: Jakie cudo! Jednak rodzisz się jeszcze raz – podczas chrztu św. Wtedy wydarza się to, co w dzisiejszej Ewangelii. Jak nad Jezusem, tak i dzisiaj Bóg Ojciec mówi: To Moje ukochane dziecko! I co ważne, On ciągle na nas tak patrzy.

            Bardzo ważne jest byśmy pamiętali, że chrzest to nowe i zupełnie inne życie. Życie Boże. Stąd znak wody w tym sakramencie. Kiedyś, aby ochrzcić zanurzano w wodzie całego człowieka. Woda oznaczała dla ludzi czasów Jezusa też śmierć. Więc chrzest oznaczał uśmiercenie tego człowieka ziemskiego, który mieszkał w ochrzczonym. Był on grzeszny i pod panowaniem diabła. Wychodząc z wody stawał się kimś zupełnie innym. Stawał się, i każdy kto jest ochrzczony staje się kimś zupełnie innym. Jest umiłowanym dzieckiem Boga. Otwartym na Niego i przy Jego sercu. Jest z daleka od zła. Niestety ten człowiek grzeszny – ziemski ciągle chce wracać. Dlatego mimo wybrania Bożego grzeszymy. Naszym zadaniem jest ciągle uśmiercać tego ziemskiego człowieka. Ta walka jest bardzo ciężka, dlatego dzisiejsze Słowo przypomina Ci jakie masz przywileje i dary będąc dzieckiem Boga.

            Pijcie za darmo wody, po której nie chce się pić. Jedzcie przysmaki. To prośba samego Ojca. Wspaniale to brzmi w kontekście tego, że dla Izraelity w tamtym klimacie woda jest bardzo cenna. Podobnie jest z pożywieniem. Od Pana dostaje się dużo, smacznie i za darmo. My, żyjąc jako człowiek ziemski duchowo jesteśmy ciągle spragnieni i nienasyceni. Zobacz jak bardzo pragniesz szczęścia, stabilizacji czy radości. Szukasz, bo jesteś ziemski. Umierając dla tego świata i rodząc się dla nieba dostaniesz od Ojca wszystko co sobie wymarzysz. A mogę zagwarantować, że jeszcze więcej. Będziesz duchowo absolutnie zaspokojony. Bo tylko On może nasycić nasze wnętrza.

            Izajasz mówi o następnej obietnicy. Bóg mówi do każdego z nas: Ustanowiłem Cię wodzem dla ludów. Przyjdą do Ciebie nawet narody, których nie znasz. Tak bardzo chcemy wchodzić w swojej codzienności tylko w piękne relacje z ludźmi. Niestety robimy to jako człowiek ziemski. Dlatego nam nie wychodzi. Rodzi się w nich pycha, egoizm, kompleks niższości/wyższości, czasem żebrzemy albo wymuszamy miłość, emocjonalnie szantażujemy. Będąc człowiekiem niebieskim zaczynamy być jak Izajasz – kimś niezwykłym dla innych. Dlatego że mamy inne, przemienione i spokojne serce. Możesz się stać tym dobrym wodzem, do którego ciągną ludzie, po to, żeby pobyć z Tobą. Przyjdą nawet Ci, których do tej pory nie znałeś. Nowe i piękne relacje.

            Przez Izajasza Ojciec tłumaczy, że człowiek po chrzcie, ten niebieski, posługuje się Jego logiką. Jest to niesamowicie inna logika niż ta, którą prezentuje świat. Jeśli będziesz się nią posługiwał, staniesz się szczęśliwy, ale też i niezrozumiany. „Moje myśli nie są waszymi myślami.” Właściwie odrzucenie i pukanie się w głowę przez innych jest świetnym dowodem, że myślimy jak Bóg. Zobacz, czy w Twoich postawach życiowych świat Ci przyklaskuje czy mówi, że jesteś niemądry i dziwny. To dobry wyznacznik, czy jesteś dzieckiem Boga czy jeszcze dzieckiem grzechu.

            Na końcu Słowa Pan zapewnia o swojej opiece. „Słowa moje nie powrócą do mnie dopóki nie uczynią tego co chciałem” Są to słowa kochającego i wszechmocnego Ojca. Stworzyły one też świat i mogą wszystko. One otaczają opieką każde ochrzczone dziecko. Prowadzą je do zbawienia. Nie bój się, że będąc na tym świecie, nie jesteś z tego świata. On nad wszystkim czuwa. Twój wszechmogący Ojciec.

Okres Bożego Narodzenia 2018.

            Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów. (Iz 9,1-3)

Kochamy Boże Narodzenie!!! Ale dlaczego??? Bo to obraz pięknie ubranej choinki a pod nią żłóbka? Bo jest śnieg, kolędy i Wigilia? Tylko te rzeczy sprawiają, że kochamy te święta? Myślę, że nie. Pan Bóg nas wszystkich stworzył i zostawił w nas kilka iskier. Jedną z nich nazywa się zmysłem wiary. Każdy z nas bez względu na faktyczny stan wiary (czyli jeśli nawet jesteś z daleka od Pana) odruchowo szuka Wszechmogącego i poznaje Jego dzieła. My kochamy Boże Narodzenie, bo nawet podświadomie, właśnie przez zmysł wiary wiemy, że wtedy dzieją się wielkie rzeczy dla nas. Następuje eksplozja Bożej miłości do nas. W Boże Narodzenie Bóg podrzuca bombę atomową o nazwie MIŁOŚĆ do ogródka naszego życia.

            Słowo mocno nam to uświadamia. Pokazuje, jakie cuda czyni dla nas Bóg. „Naród ujrzał światłość wielką”. Ciągle chodzimy w szarości, a nawet w ciemności grzechu. Stąd coraz większy smutek a później depresja. Nie wiemy, gdzie w tej ciemności pójść. Jaki jest cel. I rozbłyska światłość. Mrużysz oczy i po chwili widzisz wszystko zupełnie jasno i przejrzyście. Już wiesz gdzie iść. A to dlatego, że Jezus przyszedł na świat i zaświecił tą jasnością.

            „Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele”. Jezus rodząc się wśród nas daje wreszcie prawdziwą radość. Nasze ziemskie radości są krótki i ulotne. Czasem kiedy ocierają się o grzech lub są grzechem zamieniają się w cierpienie. Gdy Pan się rodzi zmienia to. Daje o wiele większą radość. A te, które są oczyszcza i bardzo pogłębia. Mówi: Ciesz się, bo ta radość, którą masz może się skończyć, ale dostaniesz ode Mnie następne i o wiele większe. I zaczyna się prawdziwa radość.

            „Złamałeś ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu”. Jezus przychodząc do Ciebie chce Cię uwalniać z wszelkiego bagna grzechu. Z czegoś, co Cię boli i zniewala. On przyszedł wziąć to cierpienie na siebie. Gdy będziesz absolutnie otwarty na Niego, zniszczy każde Twoje kajdany.

            Większa radość, absolutne światło i nieskrępowana wolność to właśnie eksplozja tej niesamowitej miłości Boga. Dlatego do Bożego Narodzenia wyrywa się serce praktycznie każdego człowieka.

III Niedziela Adwentu 2017 r.

Pan mnie posłał by głosić więźniom swobodę.

            W czwartek wszyscy z Centrum Formacji Misyjnej po zajęciach językowych udaliśmy się autobusem w stronę Białołęki w Warszawie. Jechaliśmy do Aresztu Śledczego – swoistego więzienia. Tradycją jest, że przyszli misjonarze w adwencie i wielkim poście posługują tam osadzonym więźniom. Znów pojawiły się moje wątpliwości i podszepty diabła, jak zawsze przy tak nietypowym głoszeniu Słowa. Mieliśmy być z siostrą Krystyną na oddziale z ponad setką więźniów. Wiedziałem, że są tam też ludzie z kilkunastoletnimi wyrokami także za morderstwa. Pomyślałem, że spokojnie – jak On mnie posyła to załatwia wszystko. Czy można ogłosić wolność osadzonym na wiele lat? Można! Widziałem jak Jezus poprzez rozmowę, spowiedź i Mszę św. rozbijał najbardziej surowe więzienia w sercach. Swoiste Guantanama z torturami ciemności grzechu i rozpaczy. Ci ludzie zaczęli się uśmiechać i mieli w oczach jasność. Po Mszy św. przyszli nas uściskać i wrócili do swoich cel. Wolność została ogłoszona. Jezus z mocą działał. Prawdziwy adwent.

            Piszę to nie po to, żeby dać świadectwo, jakie to dobre rzeczy mnie spotykają. A może nawet niesłychane – bo cuda Boże wokół mnie ciągle się dzieją. Piszę to, żebyś czuła /czuł, że jesteś powołana/powołany do tego, o czym mówi Izajasz w I czytaniu. Do dźwigania ubogich, głoszenia wolności jeńcom i więźniom. Nie musisz być kimś niezwykłym. Nie musisz być księdzem w więzieniu. Dziś w Ewangelii pokazuje to św. Jan Chrzciciel. Żydzi pytają czy jest kimś niezwykłym. Pytają czy jest powracającym z nieba prorokiem Eliaszem, a może wprost Mesjaszem. Jan odpowiada pięknie i krótko: Jestem kimś zwyczajnym. Jestem tylko głosem na pustyni. Ale za mną idzie Jezus. Dlatego dzieją się wielkie rzeczy przeze mnie i będą się działy jeszcze większe. Jeśli stoi za Tobą Jezus, to Ty stajesz się kimś niezwykłym w całej swojej zwyczajności. Możemy podnosić ubogich i uwalniać uwięzionych. Ale rób to tylko w Jego imię i tylko jako Jego dzieło.

            Czy trzeba iść do więzienia lub do schroniska dla ubogich, żeby tego doświadczyć? Nie. Wokół Ciebie jest wielu ubogich, bo nie mają miłości, akceptacji, czyli Jezusa. Wielu jest uwięzionych na amen przez ciemność grzechu i nienawiści. Do tej pory najprawdopodobniej bałaś/bałeś się do nich iść i głosić. Idź tam z Nim i do nich. Będziesz Izajaszem, Eliaszem i św. Janem Chrzcicielem. I będą działy się cuda.

P.S. Wyobraźcie sobie moje zdumienie kiedy po przyjeździe z więzienia postanowiłem porozważać Słowo na tą niedziele,  a tam zobaczyłem „nieść więźniom swobode.

II Niedziela Adwentu 2017 r.

            Bardzo piękne i wzruszające jest to, że w I czytaniu Pan do nas mówi, że czas naszej poniewierki, niewolnictwa i ciemności się kończy. Mówi o absolutnym końcu bólu. On, który jest miłością, dobrem, pełną akceptacją już idzie. Wszechmoc będzie z Tobą. Wszechmoc dla Ciebie.

            Każdy doskonale zna bliskie mu osoby, które kocha. Wie, co uwielbiają i to, co absolutnie im nie odpowiada. Dziś Pan, ustami proroka Izajasza mówi, czego kompletnie nie lubi… Nie lubi wycieczek górskich, które Mu zapewniasz w swoim wnętrzu! Wnętrzu, które jest miejsce Waszego intymnego spotkania, przebywania i dialogu. Dziś prosi, abyś wyrównał ten teren. Zlikwidował góry, czasem wręcz Himalaje, swojej pychy. Zasypał wielkie doliny swoich słabości i zranień. A zwłaszcza, żebyś zlikwidował Wielki Kanion czarnej rozpaczy, który inaczej nazywa się „Jestem beznadziejna/beznadziejny” i „Nic dla Boga nie znaczę”. Jezus chce, aby światło Jego obecności i miłości rozbłysło w całym Twoim wnętrzu. Jednak nie stanie się tak, gdy Pan będzie za wielką górą lub gdy będzie szedł w bardzo głębokiej dolinie. Cuda się dzieją tylko na równinie!

            Pierwszym człowiekiem Nowego Testamentu, który prawdę o absolutnej nizinie wnętrza zrozumiał i zastosował był św. Jan Chrzciciel. Dzięki temu był tym, który zapowiada Mesjasza. On wyrównał swoje wnętrze wielkim duchowym walcem. Przez to Pan przyszedł do niego z zupełną łatwością i swobodą. Ten jego walec to ascetyczne życie. Egzystowanie na pustyni, ubiór z sierści wielbłądziej, pożywienie z szarańczy to ostateczne rozprawienie się ze swoimi wewnętrznymi górami i dolinami. Pan przyszedł do św. Jana znacznie wcześniej, zanim Jezus przybył z Uczniami nad Jordan, żeby się ochrzcić. Przyszedł duchowo. Przyniósł mu światło, a św. Jan stał się szczęśliwy Bożą obecnością i miłością. Rozbłysnął przez to na pustyni judzkiej dla innych, którzy chodzili z ciemnością i w ciemności. Dlatego tak tłumnie przychodzili do miejsca światła, żeby się ochrzcić. Świadectwo Jana nie polega na wielkiej mądrości czy donośnym głosie, ale na tym, czego wielkiego dokonał w nim wcześniej Pan.

            I Ty jesteś powołany do tego wszystkiego. Z pomocą Pana wyrównaj swoje wnętrze. On jest bardzo chętny, by w tym pomagać, wykonując więcej pracy niż Ty sam. Niech przyjdzie później ze swoim światłem. Rozjaśni wielkim blaskiem Twoje wnętrze. A Ty staniesz się światłem dla innych.

            Drogi Czytelniku, nie chcę Cię jeszcze bardziej podkręcać, ale nie mogę o tym nie napisać. Św. Jan Chrzciciel mówił, że Jezus nie będzie chrzcił wodą tych, których spotka i tak rozjaśni Swoim blaskiem. On będzie chrzcił Duchem Świętym. Pierwszymi, którzy dostali taki chrzest byli Apostołowie w dniu Pięćdziesiątnicy. Po tym wydarzeniu działali wielkie dzieła, a Słowem i swoim życiem pociągali całe rzesze ludzi. Każdy, kto jest ochrzczony Duchem Świętym działa cuda w tych zadaniach, które daje mu Ojciec niebieski. Dokonuje rzeczy ponad swoje najśmielsze wyobrażenia. Miej świadomość tego, że po spotkaniu ze Światłością Świata będziesz ochrzczony Duchem Świętym i będziesz posiadał taką samą moc jak św. Jan czy Apostołowie!

Jesteś dla Boga cudem stworzonym do czynienia cudów!

Marana Tha – przyjdź, Panie Jezu!