II Niedziela Wielkiego Postu 2019 r.

Marzenie wielu wierzących i przekleństwo dla zideologizowanych ateistów – zobaczyć Boga twarzą w twarz. My, Jego uczniowie mamy zapewnienie, że nastąpi to po naszej śmierci. Ale my marzymy o tym, co teraz. Chociażby tak jak Abram w pierwszym czytaniu. Zobaczyć przynajmniej jakiś cud, który świadczy wprost o Jego obecności i żeby nie można byłoby przez chwilę zwątpić, że to Wszechmocny. Tyle spraw byłoby wtedy rozwiązanych. Nie wątpiłby nikt a wiara byłaby taka łatwa. No właśnie! Jak zobaczyłbyś Boga to już nie wiara. Nie mógłbyś powiedzieć: Wierzę w Boga. Musiałbyś powiedzieć: Mam wiedzę, że Bóg jest, bo sam widziałem. Wiedza zastąpiłaby wiarę. A Słowa w Piśmie Świętym mówią: „Sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia.” (Rz 10,10). Czy bylibyśmy zbawieni?

Piszę to, bo wiele osób marzy, a czasem wręcz biega w szukaniu cudów po to, żeby potwierdzić swoją wiarę. Zawsze wspominam pewną sytuację. U mojego kolegi księdza w parafii odbywają się Mszę Święte z modlitwą o uzdrowienie. Kiedyś dzwoni do niego pewna pani mówiąc, że jest z daleka. Istotą jej rozmowy było to, żeby powiedział czy mają udokumentowane uzdrowienia podczas tej Mszy, bo nie wie czy przyjeżdżać. Gdzieś w nas istnieje przemożna chęć dotknięcia wprost Boga. 

Dziś taka ekspozycja Boga w swojej chwale dokonuje się w historii ewangelicznej, której doświadczają trzej uczniowie. O szczęśliwcy, każdy z nas by powiedział. Ale czy naprawdę Bóg nie daje nam się duchowo dotknąć w wielu miejscach swojego Kościoła? Czy nie mamy cudu nad cudami, jakim jest Eucharystia, gdzie Twój Mistrz na ołtarzu umiera za Ciebie i zmartwychwstaje a potem chce, abyś Go spożył (powiedzmy to wprost: zjadł), bo tak bardzo chce być blisko Ciebie? W sakramencie pokuty dotyka i oczyszcza Twoje serce. Na modlitwie czule potrafi obejmować z akcepcją i szeptać najlepszy plan na Twoje życie.

Spytasz: Dlaczego tego nie czuję?! Czytam właśnie książkę „Ogień w moim sercu” autora, którego słuchałem z wielkim zainteresowaniem na warszawskim spotkaniu „Serce Dawida”. To Johanes Hartl, doktor teologii i ewangelizator, ale przede wszystkim organizator i twórca Domu Modlitwy w Niemczech, gdzie ludzie modlą się 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. On opisując ten problem nieczucia duchowego Boga opowiada jedną z historii swojego życia. Kiedyś ojciec wziął go do słynnej winnicy. Tam właściciel dał im kieliszek wina i kazał spróbować. Młody Johanes poczuł, że wino jest dobre, ale niczym nie różniło się od droższych win, które kupował na specjalne okazje w Lidlu. Za to właściciel zaskoczył ich totalnie mówiąc o wielkiej cenie tego wina i wymienił wiele nut smakowych, które w nim czuje: truskawki, wiśnie, kwiaty, dżem truskawkowy, banan, chleb tostowy, świeżo parzona kawa. Johanes był zadziwiony, bo czuł tylko dobre wino. Właściciel winnicy wytłumaczył mu, że to się czuje kiedy ma się wyćwiczone kubki smakowe. Trzeba wielu lat smakowego obcowania z tymi trunkami, żeby doświadczać później różnych nut rozkoszy tego szlachetnego trunku.

Nie czujemy duchowo Boga, bo nie obcujemy z Nim. Uciekamy przed rozmową, bo diabeł wmówił nam, że to głupie, staromodne i nieskuteczne. Świat tak zajął naszą głowę, że nawet w czasie Mszy nie jesteśmy świadomi,  Kto tak naprawdę jest naprzeciwko nas. Jeśli chcesz doświadczyć Boga, zacznij ćwiczyć swoje duchowe odczuwanie. Powoli próbuj smakować obecności Bożej w osobistej modlitwie, Eucharystii i Adoracji. Z czasem w tych ćwiczeniach duchowych rozsmakujesz się i zaczniesz słyszeć Boga, który delikatnie mówi i rozpoznasz w tym realne nuty świętości, wszechmocy i wielkiej miłości.

I Niedziela Wielkiego Postu 2019 r.

W naszej parafii w Bulo Bulo chcemy rozpocząć godzinną Adorację Najświętszego Sakramentu w każdą niedzielę po Mszy św. wieczorowej. Chcemy w ten sposób wejść w treści wielkopostne i prosić o przemianę naszych serc, ale także ludzi, którzy w naszej parafii są daleko od Boga, który jest źródłem wszystkiego co dobre. Szczególnie teraz doświadczam smutku braku Boga w życiu ludzi, wśród których jestem. Mamy już Wielki Post a w naszym mieście dalej trwa karnawał. Codziennie wieczorem brzmi muzyka i ludzie tańczą. Pytałem kiedy zakończą karnawał, żeby wejść w poważne i ważne treści Wielkiego Postu. Odpowiedziano mi, że być może w najbliższą niedzielę. Dobre i to – pomyślałem.

Dlaczego Adoracja? Dziś Bóg daje nam Ewangelię o kuszeniu Jego Syna. Słowo mówi, że to Bóg chciał się z Nim spotkać na pustyni. Jezus jest przed swoją działalnością i za chwilę zrobi wszystko, aby zbawić ludzi. Musi być silny. Więc idzie tam, gdzie jest źródło siły nad siłami, tj. na osobiste spotkanie ze swoim Ojcem. Rozmowa twarzą w twarz z Wszechmocnym powoduje ogromny potencjał dobra, świętości i siły duchowej. Pokazuje to Ewangelia, gdzie szatan kusi Jezusa. Sięga po najbardziej pociągające pokusy: zaspokojenie swoich potrzeb bez wysiłku, władzę i karykaturę ufności do Boga. Jezus nawet przez chwilę nie rozważa tych pokus. Od razu je odrzuca pokazując ogromną siłę wypływającą z bliskich relacji z Ojcem. Adoracja to właśnie takie relacje które, nawiązujemy z wszechmogącym Bogiem.

Zaczęliśmy Wielki Post a on zawsze niesie za sobą 3 bardzo ważne rzeczywistości: modlitwę, post i jałmużnę. Jakbyś wszedł w głębię tych rzeczy to zobaczysz, że zawsze prowadzą one do osobistego spotkania z Bogiem. Bo czymże jest modlitwa jak nie wspólną rozmową? Post pozwala oderwać się od rzeczy tej ziemi i zobaczyć, gdzie nasze serce tak naprawdę zdąża i gdzie znajdzie szczęście. Jałmużna pozwala zobaczyć w najbiedniejszych cierpiącego Boga. Jeśli pójdziesz tymi trzema drogami, zawsze spotkasz Najdroższego Ojca Niebieskiego.

Dlatego Adoracja, bo wszystko, czego chce Pan Bóg to spotykać się z Tobą. Dać Ci wielkie siły do zmagania się ze złem i pokusami. Chcę, żebyś zobaczył zupełnie inną przestrzeń rzeczywistości, gdzie jesteś w pełni kochany i akceptowany. Tylko Ty i On. Twarzą w Twarz. Czego chcieć więcej?